Dodany: 2017-04-14 13:32|Autor: Pingwinek

Moje ulubione wiersze Jerzego Lieberta


(Czytatka zdradza co nieco.)

Jerzy Liebert wpadł mi w oko dzięki utworowi znajdującemu się w podręczniku do języka polskiego z gimnazjum. Ale nic mi to nazwisko przez lata nie mówiło - nie orientowałam się, kiedy poeta żył i tworzył, nie miałam pojęcia o jego przedwczesnej śmierci z powodu gruźlicy. Wypożyczyłam niedawno jego poezje zebrane - i w pierwszym odruchu oceniłam na 5, jednak podczas przygotowywania tej czytatki zmieniłam zdanie i chyba wystawię 6. Niektóre wersy zachwycają, moja wrażliwość czuje się pobudzona.

"Pod oknem twym, przyjacielu, rozlało się morze zielone.
Na oczy nam spływa, na myśli postrzępione,
Taką dalą łagodnych, jedwabnych czółen
Płynie bez końca pod zieloną bramę
Melancholii - którą prawie wszyscy znamy,
Którą ja też kiedyś czułem.

To wszystko takie proste.
W zimie jest biało, a lato jest zielone.
Zawsze trzeba mieć oczy przymrużone
I być zmęczonym na wiosnę.

Wszystko mię już znużyło, tak jakbym nic nie czuł.
A jednak, przyjacielu, nad złote księgi Eneidy
Wyżej stawiam jeden czerwcowy, letni wieczór."
-> "Wakacje" (lub "2 czerwca" ze "znudziło" zamiast "znużyło"). Czyż ta poezja nie jest magiczna?

"Słuchaj... Słuchaj... Padają białe płatki
Nieba czy kwiatów, czy pocałunków matki.

Tak mi się myśl splątała w zawierusze...
Padają płatki na usta, na serce, na duszę,

I słowa padają gorące, ale to wszystko niejasne -
Słuchaj... Słuchaj... A może to tylko jest piasek?"
-> "Śnieg". Magii ciąg dalszy!

"Wyjechać, daleko wyjechać,
W Białowieży zielone głębie,
Niechaj nas niebo skrzydłami głaska,
Jak lecące w słońcu gołębie.

Od Karpat aż do Bałtyku
Trawy, kwiaty i drzewa, do mnie
Niech przyjdą, bym serca ustami
Całować je mógł nieprzytomnie.

Przyjaciele, w pogańskiej ucieczce
Tyle szczęścia i tyle radości,
Że się oczy upiją i spojrzą
W świat, raz jeszcze, lecz głębiej i prościej."
-> "Do przyjaciół". Zobaczyć świat - niegdysiejsze marzenie.

"Miłość, na którą cierpię, jest jak trąd palący,
Który serce jak ciało rozkłada i kruszy -
Ty jesteś mą miłością i trądem, i ciałem.
O, luba, wiem, twa dusza nie kocha mej duszy.

Gdy noc srebrna, jak wieko sarkofagu chłodna,
Przykrywa nas gwiazdami - jak obłok płynący,
Obojętna w przestrzeni jesteś i pogodna,
We mnie płyniesz jak strumień drapieżny i wrzący.

Spragnione majestatu i woni niebiosów,
Próżno serce się wznosi i drży jak powieka,
Zapachem ciała, mocnym aromatem włosów -
Ty jesteś moim niebem, chłodna i daleka.

Lecz na próżno cię dotknąć chcę. Jak gołąb lotny,
Jak błękit mi umykasz, nim piersią cię chwycę -
Kiedyż, obcy błękitom, na lądach samotny,
Ujrzę morza gościnne, twoje dwie źrenice?"
-> Wiersz bez tytułu. Piękny. Bolesny. Prawdziwy.

"Na ziemi jesień wietrzna konary drzew pochyla,
Perełki chmur po niebie jak na różańcu goni.
W ogrodach Twoich oczu kołyszą się motyle,
W pasiekach ust Twych słodkich rój miodno-złoty dzwoni.

Już spłonąć po zagrodach rumieniec jarzębiny
I dzwonki kulek srebrnych nie toczą nad przełęczą,
Ale gdy moje oczy ku Twoim oczom skłonię -
Dzwonkami, jarzębiną jesienne dnie me dźwięczą.

Panienko moja dobra, która na czoło ciche
Pieszczotą dłonie zsyłasz jak ptaki najłaskawsze,
Najsmutniejszemu z ptaków, co w moich piersiach bije,
W ogrody oczu pozwól zabłąkać się na zawsze."
-> "Ty i jesień". Ukochany! Najsmutniejszemu z ptaków, co w moich piersiach bije, w ogrody oczu pozwól zabłąkać się na zawsze...

"Miód nieba sącząc wonny na duszy słoneczność -
W oczach Twych smutek widzę, a w smutku tym - wieczność.

I różę obejmując, i płat, i dno całe,
Płatem mi usta Twoje, piersi dnem mi białe.

Wnętrze lilij, które skrzydłami osłania
Motyl, jest jak kochanie błękitne - kochania.

I patrząc w nie, oczami Twe ścigam źrenice -
Dwa z szafiru jeziora i dwie tajemnice."
-> "Kochanie". Nie napatrzyłam się w Twoje źrenice. Lęk, skrępowanie, nieśmiałość? Obym jeszcze miała szansę...

"Panie, który mnie ciszą poisz i karmisz błękitem,
I gwiazdy mi otrząsasz, księżyce z jabłoni,
I Twój wieczór mi dobry dobrą łąką dzwoni,
I niebem gwiazdy nocą przesiewasz, jak sitem -

O, zabierz z słów mych smętnych, jak sznur ptaków lotnych,
Tę tęsknotę błękitną i marzeń mych męstwo,
Oczu - zwątpienie wieczne i ludzkie - wilgotnych,
Wszak, Panie, z tego świata jest moje królestwo.

Odsuń ode mnie źrenic Twych ogień i morze,
Ogień, co pali, morze, co chłodzi w ukryciu -
O, zatop nim głębinę, w którą schodzą zorze,
I jak duszę miłości, tak mnie wydaj życiu."
-> "Modlitwa". O, tak, moje królestwo z tego świata! Wydaj mnie, Panie, życiu...!

"Jabłka na drzewach tańczą.
Szum wznosi się i odchodzi.
Słońce nagle przygrzeje,
Wiatr się zerwie - ochłodzi.

Uśmiecham się. W uśmiechu
Jest cała prawda smutku.
Ale nikt, nikt nie widzi,
Jak płaczę po cichutku.

I tylko popętane
Na wielkich łąkach konie
Też troskę mają w oczach
I liżą moje dłonie.

Przestrzenie, o przestrzenie!
Jesieni niepojętna -
Owoce i obłoki,
Samotność i zwierzęta."
-> "Początek jesieni". Cała prawda smutku - w uśmiechu.

"Usta Twe, które wieczór do moich ust skłania,
Całując, odnajduję dno mego kochania.
I, jak ptaki spłoszone, mych źrenic podwoje
W kościołach Twoich oczu gniazda wiją swoje.

I serce Twoje, które kadzidłem odurza,
Moja miłość płonąca, rozpięta jak róża,
Nad mym sercem - Twe serce - kopułą i szczytem
Urasta, w noc gwiazdami, w dzień tkane błękitem.

I z palety błyszczącej biorąc farby wszystkie,
W błękit zamykam, w gwiazdy, Twoje oczy czyste,
I najpiękniejszą barwą wkoło ust Twych błądzę -
Ustami - nie wiem, miłość znajdując czy żądzę."
-> Wiersz bez tytułu ("najpiękniejszą barwą" w innej wersji: "barwą z wszystkich piękną"). Miłość to czy żądza? To i to.

"Już głowa boli, ręce mdleją,
Jak liście oczy w smutku więdną,
Bez Ciebie dni me jak korale
Wyjęte z morza schną i bledną.

I licząc ranki ociemniałe
I wieczór słotny, i noc ciemną,
Wiem jedno - Twoje tylko oczy
I Twoje ręce są nade mną.

I w Twoich rąk stuleniu cichym,
W różowym domku jasność będzie...
Już głowa boli, ręce mdleją -
Bez Ciebie źle i smutno wszędzie."
-> "Zmęczenie". Bez Ciebie źle i smutno wszędzie! Twoje oczy, Twoje ręce - wciąż o nich myślę.

"We dnie milczę... Usta zacinam... Jak gdyby nic...
Oczy błękit i smutek przymyka
I w zmrużeniu mi drży, jak muzyka,
Trzepot ramion i uśmiech twych lic.

Lecz gdy wieczór jesienny i zły
Czarnym makiem oczy zasnuje,
W szparach źrenic rankiem znajduję
Jeszcze ciepłe i gorzkie łzy."
-> "Złe dnie" (z fragmentem z Paula Verlaine'a: "O, niechaj twoje ręce, ach ileż to wolę, kołyszą mnie, nie szarpią mej biednej miłości..."). Wiele złych dni w moim życiu i wiele łez.

"Jak dłutem słowa wykuwam w marmurze,
Rytmem miarowym serce moje drążę,
W namiętny wieniec upinam i wiążę
Najbardziej gorzkie i najsłodsze róże.

Wiem: Twego serca w moim nie zanurzę
Ani go wieńcem palącym okrążę,
Ani jak gołąb w przelocie nie zdążę
W Twe oczy wpłynąć jak w dwa nieba duże.

Nad słowem, które jak puls równy dźwięczy,
Z spokojem męskim łączy żar młodzieńczy,
Jak obłok senny przejdziesz obojętnie.

Lecz nim nas wieniec błękitu pogodzi,
Wiedz, że mu tutaj ponad wszystko słodziej
Kochać gorąco i cierpieć namiętnie."
-> "Sonet". Kocham gorąco i cierpię namiętnie - słodycz nie wydaje się najlepszą nazwą.

"Pośród sadów wiśniowych, chałup, ryżych zbóż,
W które nocą z dziewkami księżyc się zakrada -
Nie znam Rzymu, obca słoneczna Hellada
I nadreńskie ruiny strojne w wianki róż.

Konchą nieba mi szumi tu drzewo i ptak,
Obce są szarym skrzydłom fali morskiej dreszcze,
Na skrzypcach łąk, smyczkiem rosy, grają świerszcze,
Staw się z niebem rymuje, z jarzębiną mak.

Nie tęskni cudzoziemiec żaden do tych stron,
Gdzie zamiast gwiazd jaskrawych jabłonie się kołyszą,
Gdzie, szczypiąc bujne trawy, młode źrebaki dyszą,
Biegają i przystają wpatrzone w słońca dzwon.

W Jesienina ojczyźnie harmonia rzewna gra,
A w moim kraju wieczór w księżyca dmie fujarkę,
Czerwony wschodu bies znudzoną goni jarkę,
Na sady, jak na oczy kochane, spada mgła.

Tu jesień dnie przesuwa, jak pereł barwnych sznur
I w złocie je zanurza, perełka po perełce...
Wiatrak jak wróbel siadł i trwożnie bije serce,
W gardło mi ziarna sypie pęknięty słońca wór.

O, chociaż kuszą mnie błękitne porty mórz,
Jak barbarzyńca, wiem, wyciągnę znowu dłonie
Do ziemi, której łzy w swych oczach noszą konie,
Gdzie, jak nad Renem, pachną wianuszki bladych róż."
-> "Ojczyzna". Wspaniały portret.

"Jak kwiat o woni mocnej i o barwie zmiennej
Niebo duszne obłoki przewala nad światem,
Co dnia ziemię zanurza w otchłani bezdennej,
Wiosną, w ranek błękitny, w różowy dzień, latem.

Wiem, to Bóg ogród wielki zawiesił nade mną
I niby dzwon wiatrami rozkołysał wzgórze,
A Ty idziesz ogrodem i słuchasz w noc ciemną,
Mówiąc - to pewno ziemia wzdycha albo róże.

Spójrz, miła, na tym świecie jak nas słowa różnią,
Gdy rzeczy jednej każde nazwę inną przyzna -
Na ziemi nieba szukam w Twych oczach na próżno,
Na niebie ziemi, w której leży Twa ojczyzna."
-> "Niebo i ziemia". Ty i ja. Albo na odwrót.

"Napracujesz się, pot z czoła zetrzesz,
Wyprostujesz grzbiet - niech stygnie.
Stoi dom twój, ściana przy ścianie,
Już pod dachem, już się wydźwignął.

Brzoza schyla się, w okna zagląda,
Trze się listek o listek na drzewie;
A tyś stanął, ważysz coś w myślach,
Oczyś zamknął i patrzysz w siebie.

Kogóż, kogóż w dom ten wprowadzę?
Któż to stanie przy moim boku?
Aby godnie było, jak najlepiej:
Kwiaty w oknie, a we mnie spokój.

Któż tak mocno do siebie przywiąże
I na palec serdeczny da pierścień?
Aby ściany te nami wypełnić,
Wszystkie kąty wypełnić szczęściem.

Będziesz czekał, krzątał się, troskał,
Sprzętom miejsca bez końca wyznaczał
I podkowę przybijesz u progu:
Może przyjdzie, może zobaczy?

Wtedy wszystko niech weźmie ze mnie,
Z bioder moich - ziarno me - dziecię,
Całą własność, która mi dana:
Jedno serce i palców dziesięć.

I ołtarzyk postawisz przy drodze,
Drzwi otworzysz na wiatr, na przestrzał -
Drzewa wzrosną, widok zagęstwią,
Głowę zwiesisz, siądziesz u wejścia.

Zakołuje niebo nad tobą.
Płomyk chwiejny na czoło spadnie!
Staniesz w ogniu, ogień zaprószysz,
I od ciebie dom twój się zajmie!

Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.
Zostaniecie tylko we dwoje:
Bóg na niebie i ty na ziemi."
-> "Zaślubiny". Wspomnienie remontu. Tęsknota za minionym i tęsknota za niebyłym.

"Mówiono o Norwidzie, oprawnym we wstążki,
W złoconych rogach lśniącym na stole w salonie.
Rzekł ktoś, do kart niechętnie przybliżając dłonie:
- Wszystko jest tu niejasne, wolę proste książki.

I dalej się o wierszach toczyła rozmowa:
Jedni ganili ciemność, inni - zdań zawiłość,
Czy w wierszu jest prawdziwa, czy udana miłość?
Najpiękniejsza poezja to są zwykłe słowa...

Nagle wiatr rozwarł okno i woń przywiał z alej,
Wszedł wieczór, za nim niebo różowe od chłodu.
Ktoś cisnął białą różę między nich z ogrodu.
Umilkli, obrażeni - i mówiono dalej."
-> "Rozmowa o Norwidzie" (Karolowi Irzykowskiemu). Uwielbiam poezję!

"Uciekałem przed Tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie,
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.

Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa?

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć -
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko Twoim żołnierzem.

Jedno wiem i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom -
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę."
-> "Jeździec". To ostatnie stwierdzenie nie całkiem obce.

"Kiedy już dobrze umiem «d a r e m n i e»,
Kiedym «n a p r ó ż n o» do końca pojął -
Nadziejo, błysku nad głową moją,
Słodki piorunie we mnie!

O, rozedrgana nieba cięciwo,
Mózgu przebity gromem!
Więc nie daremnie, więc nie stracone,
Możliwe, możliwe, możliwe!"
-> "Nadzieja". Nadzieja nieutracona!

"Pokąd mnie będziesz gnębił, gniótł,
Smolisty stropie, smołą trwożył?
Rozdawco plag, szafarzu cnót,
Bezgwiezdny szpiegu boży!

Dokąd mnie wzywasz? Wołasz, skąd -
Kogucim śpiewem o północy
Zza szyb, w świetlicy każdy kąt
Hyzopem wpływasz nocy?

Budzisz mnie, grozisz - czegóż chcesz,
Nieludzki, od mych spraw człowieczych,
Powiedz, o jaką stoisz rzecz,
Ty, ciemny Sens Wszechrzeczy?

W smolistej pustce głos twój brzmi,
Kołuje, dzwoni przenikliwy.
Za co mnie ścigasz? Płoszysz sny,
Trapisz, żywiole mściwy!

Wiesz dobrze, nie od dziś ten spór
Trwa nierozumny między nami...
Dość! Dość już! Niech raz zmilknie kur,
Złowróżbny ptak otchłani."
-> "Boża noc". Niewiara przynosi spokój.

"Powolutku piwo spijam,
Nierób tęgi - w okno zerkam:
Świerk przed oknem, więc do świerka!
Niech ci, świerku, zdrowie sprzyja!

Deszczyk ciepły tnie ukosem,
Oko tonie w mętnym stropie...
Pomalutku w kuflu topię
Najsmutniejszą z wszystkich wiosen.

Gdzie nas niosło - któż mógł wiedzieć,
O mój kiju, lasko wierna?
W kątku stoisz - kawał drewna,
A ja murem muszę siedzieć.

Ciepłaś jeszcze... Powiedz, powiedz -
Kto by myślał wczoraj jeszcze...
Deszcz za szybą, świerk pod deszczem -
Kufel w górę, świerka zdrowie!

A niech tylko dróżki przeschną,
Wiatr obleci po kałużach,
Niech do okien przyjdą wzgórza,
Tylko popić, tylko westchnąć...

Pewnie, pewnie, człek się godzi
I przywyka - nie pytany.
Palcem w piwie umaczanym
Wodzi sobie kółka, wodzi...

Ale niech tak na uboczu
Wzrok kochany cię zaskoczy
I najtkliwiej zajrzą w oczy
Najsmutniejsze z wszystkich oczu -

Wtedy, wtedy - mgła pod rzęsą,
Kufel w łezce, świerk mętnieje...
Coś, poeto, źle się dzieje -
Ani popić, ani westchnąć."
-> "Smutna wiosna". A wiosna nigdy nie powinna być smutna! :(

"Ruszyła rzeka. Kra pod mostkiem się piętrzy,
Nocą zabierze kładkę Prut.
Patrzą świerki z wysoka - pęka lód:
Tyle nieba wiosennego, tyle wód!

Kładkę trzeba umocnić, bo woda poniesie,
Haki trzeba powbijać i założyć drut.
Komuż by się to chciało - mało świerków w lesie!
Prut się pieni. Trzaska na rzece lód!

A ty wzruszony po ogródku
Wałęsasz się, wilgotny wąchasz krzak.
Nad tobą chmura śniada sunie,
Nad tobą fruwa ptak.

Stajał marcowy śnieg na klombach.
Po błotku drepcesz krok za krokiem.
Tak samo wszystko jak przed rokiem
Podpatrzyć chciałbyś, pooglądać...

Zniesie mostek, poniesie - w dół ruszyły kry!
Bełkocą wody, w słońcu się jarzą.
Kładkę trzeba ratować - czas najwyższy! A ty?
Tobie krokusy w ogródku się marzą."
-> "Krokusy". Oderwanie od rzeczywistości.

"Warszawo! ach, któryż to raz
Od murów twoich biegłem precz!
W oddali nikł Zygmunta miecz,
Zamek królewski, Nowy Zjazd...

Po wszystkie czasy klnąc twój bruk,
Twój blichtr i szyk, twój gorzki chleb,
Zmykałem stąd, zachodząc w łeb,
Jakżem choć dzień wytrzymać mógł!

A później - przez Kierbedzia most,
Warszawo, powracałem znów.
Nieśmiały, pełen tkliwych słów
I jakże czuły na twój głos!...

Znajdźcież mi drugi taki gród -
Ten smętny czar, ten senny tłum,
Górnych i durnych pełen dum,
Niezłomnych wad, zabawnych cnót...

Znajdźcież mi drugi taki kąt,
Co tak sam w sobie - z siebie rad,
Ani ogląda się na świat...
I mówcie - jakże biec mi stąd?...

Coś solą w oku naszych miast,
Warszawo, kocham nóg twych rytm,
Twój spleen, twój lombardowy kwit,
Co oko piekł niejeden raz.

Twój akcent w uszach moich brzmi
I mimo klątw, krakowskich gróźb,
Kocham twe c ó ś i twoje k t ó ś
I czarujące zawsze j i...

Tu wschodzi laur, zakwita mirt,
Echem rozbrzmiewa wzdłuż i wszerz -
Lechonia żart, Tuwima wiersz
I Boya-mędrca z muzą flirt...

Ani tu Zachód, ani Wschód -
Coś tak jak gdybyś stanął w drzwiach...
Tu krewnych mam - rodzinka, ach!
Forsytów naszych wdzięczny ród...

Tu snobów, czytelniku, wierz,
Królestwo! O tym wiem coś sam:
Pewnego dygnitarza znam
I fabrykanta cukrów też...

Bóg z nimi!... Gwiazda twoja trwa
Jasna pośród rodzimych sfer -
... Gdzieś jakiś widok... jakiś skwer...
Jakaś z nad Wisły wiotka mgła...

Uliczki wylot... pomnik... plac...
Gdzieś jakiś dom... gdzieś jakiś róg,
Na którym dzień bym marzyć mógł,
Czuły - pod bystrym okiem władz.

Ty myśli naszych, naszych serc
Przeczuwasz dzieje, umiesz treść.
Listopad wiesz, majową wieść!
I... duszno tu, tak prawdę rzec.

To pewne - nie ma w tobie zdrad,
Ty w oczy nasze patrzysz wprost,
A bruk twój wydać może głos,
Na dźwięk którego Norwid bladł...

O, miasto pierwszych moich łez,
Bladziutkich uczuć - słodkich drzazg,
Anielstwa mego, Bożych łask...
I pierwszych burz, i pierwszych klęsk!

Warszawo, twój dziś słyszę głos,
Gdy z szumem biegnie, rośnie wiew
Pośród huculskich wzgórz i drzew,
Dokąd mnie, nie chcąc, zagnał los..."
-> "Piosenka do Warszawy" (plus cytat z C. K. Norwida: "O! ty, młodości mej stolico..."). Genialna <3

"Przed domem jarzębina
Ku ziemi się ugina.
Widzisz, coraz to śmielej
Jesień sobie poczyna.

Już z pożółkłych połonin
Hucuł swe stada goni.
Weź pierwsze z brzegu ziele,
Rozetrzesz je na dłoni.

W garsteczce tego prochu,
W trembity ruskiej szlochu,
W obłokach, ach, we wszystkim
Jesieni jest po trochu.

Zapisz tę porę, zapisz,
Bo zaraz ją utracisz.
Pozbieraj ją, pozbieraj,
Jak umiesz, jak potrafisz."
-> "Przed domem jarzębina". Zapisywać każdą porę.

"Uczę się ciebie, człowieku.
Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa - jednako -
Do ciebie, człowieku, należy.

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem -
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem."
-> Wiersz bez tytułu. To właśnie mój pierwszy kontakt z Liebertem.

Wiersze (Liebert Jerzy)
Poezje (Liebert Jerzy)
Poezje zebrane (Liebert Jerzy)
Liryki najpiękniejsze (Liebert Jerzy)
Jerzy Liebert: Antologia (Liebert Jerzy)
Kołysanka jodłowa (Liebert Jerzy)
Gusła (Liebert Jerzy)
Druga ojczyzna (Liebert Jerzy)
Serca połów (Liebert Jerzy)
Kwiatami ku niebu... (antologia; Mickiewicz Adam, Słowacki Juliusz, Kruszewska Felicja i inni)
Kwiaty ojczystej ziemi (antologia; Konopnicka Maria, Lechoń Jan (właśc. Serafinowicz Leszek), Lenartowicz Teofil i inni)
Pod Twoją obronę...: Matka Boża w poezji polskiej (antologia; < autor nieznany / anonimowy >, Hussowczyk Mikołaj (Hussowski Mikołaj, Mikołaj z Hussowa, Hussovius Nicolaus), Szarzyński Sęp Mikołaj i inni)
Madonna poetów: Antologia współczesnej polskiej poezji maryjnej (antologia; Staff Leopold, Iłłakowiczówna Kazimiera (Iłłakowicz I. K.), Pawlikowska-Jasnorzewska Maria i inni)
Bóg czyta wiersze: Antologia poezji polskiej (antologia; Władysław z Gielniowa, Kochanowski Jan, Wujek Jakub i inni)
Wiersze o książkach (antologia; Biernat z Lublina, Bielski Marcin, Rej Mikołaj (Rey Mikołaj) i inni)
Złota księga wierszy polskich (antologia; < autor nieznany / anonimowy >, Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)
Sto wierszy polskich = Hundert polnische Gedichte [Wyd. Literackie] (antologia; Nowak Tadeusz (1930-1991), Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2741
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: