Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Miłość w czasach zarazy

Autor: Anima

Książka: Król kier znów na wylocie (Krall Hanna)

Data dodania: 2010-05-06 18:17

Izoldo Regensberg... nie wiem, co powiedzieć. Brak mi słów… Tak się dzieje za każdym razem, gdy sięgam po „Twoją” opowieść, którą ostatecznie spisała Hanna Krall. Miałaś wątpliwości, to zrozumiałe. I miałaś kilku kandydatów do tej roli. Ale chyba nikt inny nie opowiedziałby o holokauście – bez histerii, o odczłowieczeniu... w tak uczłowieczający, autentyczny sposób. Bez patosu. Bez emocji. Bez ozdobników. Suchym, rzeczowym, lapidarnym stylem. Językiem oszczędnym, surowym... a jednak z porażającym realizmem.

Hanna Krall pisała tę opowieść dwukrotnie, o czym zdawkowo wspomina się na kartach „Króla kier...”. O „autorce w Polsce” i Izoldzie R. mowa jest we wcześniejszym utworze pisarki – w książce „Hipnoza”, w reportażu "Powieść dla Hollywoodu" (Kraków 2002)[1]. Za drugim razem powstała ostateczna wersja Twojej nieprawdopodobnej historii. Przyznasz, że to był trafny wybór. Oto książka niewielkich rozmiarów, oszczędna w środkach wyrazu, ascetyczna w formie, ale wyrażająca tak wiele przeżyć, że można by nimi obdzielić co najmniej kilka biografii. Ile cierpienia i upodlenia jest w stanie przyjąć na siebie jedno ludzkie istnienie? Przeżyć nieludzki strach, zostać sprowadzonym do istoty podrzędnego gatunku – wykluczonej ze społeczności ludzi i nadludzi, odseparowanej i skazanej na wegetację w getcie, napiętnowanej żydowskością jako znamieniem czegoś wstydliwego, gorszego, złego. Sprowadzonej do ciała, które można bezkarnie torturować, upokarzać, w którym zdławiono poczucie wartości, okaleczono duszę, wypreparowano tożsamość – Izolda ciemnowłosa staje się Marią jasnowłosą. Izolda Regensberg staje się Marią Pawlicką. Nosi medalik z Matką Boską, zna na pamięć modlitwę Zdrowaś Mario. Umie stawiać torebkę na stole nie jak Żydówka. Umie mówić, patrzeć przed siebie i śmiać się nie jak Żydówka. Umie chodzić w butach na obcasach nie jak Żydówka. Izoldo o ciemnych włosach i ciemnych oczach... co sprawiło, że przeżyłaś. Przetrzymywano Cię na Pawiaku, torturowano, odczłowieczano w obozie zagłady. Jak to możliwe, że ocalałaś. Czy trzymała Cię przy życiu jedynie miłość do męża, którego pragnęłaś za wszelką cenę uratować? Poświęciłaś dla niego wszystko. Byłaś zdolna do najgorszych wyrzeczeń, myślałaś nawet, że dla ocalenia męża i wyrwania go z obozu byłabyś w stanie kolaborować z wrogiem. Kupczyć swoim ciałem. Swoją duszą. Żałowałaś, że przegapiłaś taką możliwość. Okaleczona moralnie i fizycznie (podczas tortur na Pawiaku straciłaś zęby), dotarłaś aż do Mauthausen. Odnalazłaś go. Co czułaś? Spodziewałam się łez wzruszenia i nieopisanej radości...

„Zaraz poczuję ogromną radość, domyśla się. Na pewno będę bardzo szczęśliwa.
Nie czuje radości.
Nie jest szczęśliwa.
Nic nie czuje, zupełnie nic”[2].

Czy to była miłość? Ta siła, która motywowała Cię do walki o przetrwanie? A może to po prostu była wola życia, a nie tylko miłość do człowieka, który był Twoim mężem... Do mężczyzny o delikatnych dłoniach.

Książka Hanny Krall nie jest jedynie kolejną jej wariacją na temat martyrologii żydowskiej. Motyw holokaustu stanowi tu tło dla tematyki egzystencjalnej. Jest to opowieść o miłości, o poświęceniu, o wyborach moralnych i ich konsekwencjach. O roli przypadku – a może zrządzenia losu? Co determinuje los człowieka. Czy jego być albo nie być to jedynie kwestia wyboru, czy raczej zbiegu okoliczności? „Gdyby nie wzięto jej za prostytutkę, nie poszłaby do dozorcy Mateusza, nie wiedziałaby o Mauthausen, nie pojechałaby do Wiednia. Gdyby nie było Wiednia, zostałaby w Warszawie. Zginęłaby w powstaniu, w piwnicy, razem z matką”[3].

Przede wszystkim jest to historia o konfliktach (i międzyludzkich, i tych wewnętrznych, rozgrywających się w sferze wartości) oraz o braku porozumienia. I wypływającej stąd przejmującej samotności. Samotność zyskuje tu wymiar egzystencjalny. Izolda nie potrafi porozumieć się z własnym mężem, który po latach odchodzi od niej i znika z jej życia. Nie potrafi porozumieć się z własnymi dziećmi, a potem z wnukami. Jako jedyna nie zna hebrajskiego, a tymczasem jej córki i wnuki rozmawiają w tym języku. Znowu jest sama po jednej stronie barykady. Córki i wnuczki nie rozumieją jej przeszłości, nie tylko dlatego, że Izolda nie potrafi im opowiedzieć o swoich przeżyciach po hebrajsku. To już są inne światy. Inne systemy wartości. Inne warunki, inne okoliczności. Symbolizuje to ostania sekwencja książki. Są urodziny Izoldy. Cała rodzina rozmawia przy stole po hebrajsku. Nawet zapis tych rozmów jest oddany za pomocą transkrypcji hebrajskiej, co jeszcze dobitniej uwypukla przepaść między nią a rodziną. Izolda nic nie rozumie. Pomiędzy tymi hebrajskimi zdaniami pojawiają się strzępy jej myśli. Co by było, gdyby... Przeszłość nie znika. Powraca nieustannie. Prześladuje. Zadręcza.

„Gdyby matka nie ruszyła się ze stróżówki...
Gdyby Halina nie zaufała obcemu mężczyźnie...
Gdyby ojciec nie poszedł do Niemców...
(...)
Gdyby Janka Tempelholf nie została w Guben...”[4].

Gdyby...



---
[1] Hanna Krall, „Król kier znów na wylocie”, wyd.Świat Książki, 2006, s. 145.
[2] Tamże, s. 126.
[3] Tamże, s. 101.
[4] Tamże, s. 156.


[recenzja opublikowana na moim blogu oraz na stronie Selkar.pl]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 853

Dodaj komentarz  

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku