» nie pamiętam hasła» zarejestruj się

Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Recenzje

Książka: Mistrz i Małgorzata (Bułhakow Michaił (Bułhakow Michał))

Strona 1 z 1

1

Redakcja BiblioNETki poleca!
Tytuł tekstu: Hmm... Recenzja? ;)

Abonament

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostań naszym Opiekunem!

W gruncie rzeczy nie jest tak trudno napisać recenzję - wystarczy mieć choćby niewielką wiedzę na dany temat, odrobinę tego, co zwą pisarskim polotem i świadomość własnych upodobań. Więc nie jest to takie trudne :). Ale odnieść się do dzieła pokroju "Mistrza i Małgorzaty"? O, to już wymaga dużo większych kompetencji: należy głębiej przeanalizować treść, przesłanie, metaforyczny sens utworu, znać życie autora i rosyjskie realia z I poł XX w., trzeba mieć także... odwagę, bo staje się twarzą w twarz z nieprzebraną rzeszą fanów Bułhakowa.

Ja więc pozwolę sobie... nie, nie napisać recenzję, z wyżej wymienionych powodów, a może też dlatego, że nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale pozwolę sobie... na swobodną wypowiedź o "Mistrzu...".

Na początek pytanie, które przyszło mi do głowy mniej więcej w połowie lektury - SKĄD SIĘ BIERZE POMYSŁY NA TAKIE KSIĄŻKI???

Wiadomo, że najlepiej pisze się o tym, co się dobrze zna. I owszem - Bułhakow przenosi nas, uśmiechając się ironicznie, do współczesnej sobie Rosji, jej półświatków i szarego życia mieszkańców... Ale sama historia Wolanda i jego świty? Motyw niezwykłej powieści o Poncjuszu Piłacie? Niesamowite przygody Korowiowa i Behemota??? Itd... itd...

Oto przedziwna tajemnica weny twórczej, która przychodzi znienacka pewnego dnia, zagnieżdża się w naszym sercu, przechadza po duszy, przesiaduje w głowie i wyprowadza na światło dzienne zupełnie nową cząstkę nas samych... Czasem jest źródłem niepokoju, niekiedy pozwala się dobrze bawić, ale jej najcenniejszą i najwspanialszą cechą jest utwierdzanie twórcy w wytrwałości. Bo, jak sądzę, nieraz już zdarzyło się, że jakiś niewierzący w siebie, przyszły wielki pisarz czy poeta siadał - jak mistrz - przed kominkiem i palił dopiero co powstały tekst strona po stronie, słowo po słowie... W ten sposób świat utracił z pewnością wielu Bułhakowów, Słowackich, Miłoszów...

Lecz nie tym razem! "Mistrz i Małgorzata" są dowodem zwycięstwa autora nad własną słabością, poczuciem bezsensu tworzenia, nudą :). Tak, tak! W końcu 12 lat spisywania jednej książki to kawał życia!

Ale, ale! Wracając do samej powieści - CZEMU SZATAN???

Czemu jednym z głównych bohaterów uczynił Rosjanin diabła?! I dlaczegóż wreszcie nie jest ten diabeł zwykłym piekielnym czartem, z ogonem i rogami, złym do granic możliwości, obłudnym, zepsutym, namawiającym do nieuczciwości i nieuczciwym? Co spowodowało, że Michaił Bułhakow, z zawadiackim uśmiechem, uczynił szatana wybawcą mistrza i Małgorzaty? I wreszcie - w jakim celu pozwolił, byśmy polubili uważaną powszechnie za niecną i haniebną z natury postać? :)

Hmm... Jest coś bardzo ludzkiego w takim a nie innym przedstawieniu diabła w powieści Rosjanina. W głębi duszy, podświadomie każdy z nas chciałby, żeby cały świat był dobry, a ludzie doskonali, idealni... Być może Bułhakow znalazł w tym lepszym świecie miejsce i dla szatana? Bo czyż nie prościej by było, gdyby istniał taki dobroduszny Woland? Dużo prościej. Czy można więc winić autora za tak niezwykłe przekształcenie postaci diabła? I czy jest coś złego w tym, że pod koniec książki żal nam, że wszyscy bohaterowie gdzieś znikają, rozchodzą się? Nie.

Mnie osobiście przykro zrobiło się, gdy czytałam rozdział "Ostatnie przygody Korowiowa i Behemota" - czuło się, że są rzeczywiście ostatnie, a szkoda, bo obie wyżej wymienione postacie są bodaj najsympatyczniejsze w całej powieści!

I jeszcze jedna rzecz - utwór jest najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawy! Może nieco spowalniają akcję fragmenty książki mistrza o Poncjuszu Piłacie, aczkolwiek są one - jak się przekonacie - nieodłączną częścią fabuły i bynajmniej nie zioną nudą :).

Cóż - mimo że w rzeczywistości szatan był, jest i będzie postacią zgoła nieprzyjazną w całej okazałości, warto poświęcić kilka dni (w moim przypadku 3, choć można z pewnością "pochłonąć" powieść w czasie krótszym :)) i zapoznać się z książką Michaiła Bułhakowa.

Nie zawsze jest tak, że to, co się najgoręcej poleca, reklamuje w najatrakcyjniejszy sposób i masowo rozpowszechnia, ma w sobie aż taką wartość, jak się to próbuje udowodnić. "Mistrz i Małgorzata" jest jednak faktycznie utworem WYJĄTKOWYM - jest to chyba najtrafniejsze jego określenie - i już za samą niebanalność i niezwykłość pomysłu i realizacji należą się Rosjaninowi brawa.

Przeczytajcie koniecznie - w czasie wakacji dobre książki "smakują" jeszcze lepiej! :)

czytaj całość »

data dodania: 2005-06-28, autor: aśka16, komentarzy: 28

Tytuł tekstu: Moskiewski szatan

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostań naszym Opiekunem!

Bez żadnych wątpliwości stwierdzić mogę, że Bułhakow wielkim poetą był.

„Mistrz i Małgorzata” traci wielu czytelników z racji umieszczania jej na jednej półce obok „Chłopów”, „Dziadów” i innych nie lubianych lektur szkolnych. A szkoda, bo jest (nie)zwyczajnie... wybitna. Michaił Bułhakow w jednej z rosyjskich gazet parę dni po jego śmierci został nazwany pisarzem „bardzo wielkiego talentu i wspaniałego kunsztu”. I trudno temu zaprzeczyć, bo mało który twórca tak trwale wpisał się do czołówki światowej literatury.

Powieść osadzona w realiach Moskwy z lat 30. XX wieku rozpoczyna się od spotkania przez dwóch redaktorów rosyjskich gazet na Patriarszych Prudach dziwnego człowieka. Ni to obcy, ni to swój, ale mówił dziwne rzeczy. Od tego momentu akcja książki rozwija się w takim tempie, że nie można przestać jej czytać. Pomimo elementów metafizyki, psychologii i filozofii jest łatwa i lekka w odbiorze. Bułhakow stworzył porywającą satyrę codzienności i biurokratyzacji życia w systemie stalinowskim. Moskwa w jego powieści to nie tylko tło do opowiadanych wydarzeń – to element łączący wszystkie wątki i historie, ściśle ze sobą powiązane.

„Mistrz i Małgorzata” zachwyca, ale równocześnie może przerazić – autor zbudował nastrój grozy, niepewności, utrzymujący się od pierwszej do ostatniej strony. Kot Behemot, który chciał jechać tramwajem i zapłacić za przejazd, ale nie wpuszczono go do środka, bo „koty tramwajami nie jeżdżą” może wydawać się jednocześnie uroczy i groźny. W końcu lubi wódkę i grę w szachy (to takie ludzkie!), równocześnie pojawiając się znikąd w różnych miejscach.

O „Mistrzu i Małgorzacie” pisać można wiele, ale czy potrzeba? Jeśli ktoś nie pamięta w całości tego wyjątkowego dzieła, warto odkurzyć książkę i sięgnąć po nią po raz kolejny. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to niech to zrobi jak najszybciej. Bo wstyd się przyznać do nieznajomości powieści tego formatu.

czytaj całość »

data dodania: 2009-09-28, autor: Maadź, komentarzy: 3

Tytuł tekstu: Diabeł w sowieckiej Moskwie

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostań naszym Opiekunem!

Moskwa (głównie i przede wszystkim) lat trzydziestych XX wieku. Na skwerze przy Patriarszych Prudach do rozmowy dwóch literatów przyłącza się diabeł. Przepowiada rychłą śmierć sekretarza Massolitu, opowiada o Piłacie i Jezusie…

Szatan (występujący zwykle jako Woland), a jeszcze bardziej jego świta (Behemot), inicjują najrozmaitsze dziwne i niesamowite wydarzenia, wikłają ludzi w poważne problemy, ale ostatecznie okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i nawet staje się – w pewnym sensie – nadzieją i wybawieniem dla bezimiennego Mistrza (prawdopodobnie alter ego Bułhakowa) i jego wielkiej miłości – Małgorzaty.

Powieść o ludzkich słabościach oraz o Rosji Radzieckiej, mogła wzbudzać szalony entuzjazm 30-40 lat temu, w czasach „zimnej wojny”, „komuny”, cenzury, „żelaznej kurtyny” itd. Dziś jej wyjątkowo zawoalowane aluzje do systemu totalitarnego są coraz mniej zrozumiałe, a bez ich zrozumienia cała reszta może wywierać bardzo mieszane uczucia i krańcowo różne oceny.

Jedna z niewielu, na szczęście, pozycji, których nie można ocenić źle bez narażenia się natychmiast na zarzut niezrozumienia wspaniałego, genialnego dzieła, wynikającego z braku oczytania, smaku literackiego, gustu i czego tam jeszcze. Prawdopodobnie bezpieczniej jest przyznać, że podobają nam się malowidła typu „jeleń na rykowisku”, niż że nudziła nas książka „Mistrz i Małgorzata”.

czytaj całość »

data dodania: 2008-07-02, autor: Meszuge, komentarzy: 5

Tytuł tekstu: "Mistrz i Małgorzata" - warto przeczytać!!!

Tę książkę można, a nawet trzeba nazwać arcydziełem. Michaił Bułhakow poświęcił jej ponad 12 lat życia.

Jest to książka bogata w szczegóły, emocje, strach i podniecenie. Czytając ją, nie mogłam doczekać się kolejnych wydarzeń i rozdziałów. Nie bez powodu powieść "Mistrz i Małgorzata" zajmuje pierwsze miejsca w rankingach na najlepsze książki. Jest ona dopracowana w każdym calu.

Książka zaczyna się rozmową dwóch poetów-literatów. Jeden jest dużo młodszy od drugiego i stara się uczyć od doświadczonego Berlioza. Jednak gdy zjawia się pewien tajemniczy cudzoziemiec, który wróży śmierć Berliozowi, zaczynają się poważne wydarzenia. Jest to diabeł, ale w całej książce występuje on pod wieloma postaciami. Ingeruje w życie ludzi, co jest bardzo ciekawe. Wiąże się z tym wiele magii i fantastyki, ale nie ma przesady w fikcji.

Drugą część książki rozpoczyna wątek miłosny. Miłość wiąże mistrza i Małgorzatę. Pierwsza z postaci jest bezimienna, gdyż łączy ją analogia z samym Bułhakowem. Mistrz to nieszczęśliwy pisarz, który spalił swoją powieść o Piłacie i Jezusie. Jednak to nie do końca prawda...

Reszty musicie dowiedzieć się sami, czytając "Mistrza i Małgorzatę". Jestem zachwycona tą książką, a teraz postanowiłam obejrzeć film na podstawie książki Bułhakowa.

Polecam tę książkę miłośnikom fantastyki, ale też tym, którzy poszukują mocnych wrażeń. To naprawdę warte przeczytania...

czytaj całość »

data dodania: 2008-05-03, autor: martita-tito, komentarzy: 2

Tytuł tekstu: Spojrzeć na Moskwę oczyma czarnego kocura

Przedzierając się przez gąszcz książek, szukamy takiej literatury, która najbardziej nam odpowiada, przemawia do nas – szukamy czegoś dla siebie. Lecz, jak wiadomo: ilu ludzi, tyle opinii – nie można dogodzić wszystkim. Coś, co dla nas jest prawdziwym dziełem sztuki, dla kogoś innego może być niewiele wartą pozycją. Jest jednak książka, która zawsze fascynowała i która na pewno będzie się podobać kolejnym pokoleniom, bowiem o "Mistrzu i Małgorzacie" Michała Bułhakowa nie słyszałam jeszcze żadnej negatywnej opinii. Jest to powieść niesamowicie ciekawa i intrygująca. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno nie będzie rozczarowany. Jest to jedna z tych książek, których lektura pozostawia w psychice człowieka trwały ślad, piętnuje tak bardzo, że ma się ochotę wracać do niej i to niejeden raz. "Mistrz i Małgorzata" od razu wciąga czytelnika w osobliwy świat, który wykluł się w wyobraźni autora.

Pociąga nas i interesuje już na samym początku tajemnicza postać Wolanda. Szatan od zawsze budził wiele kontrowersji, sprzecznych reakcji, a przede wszystkim - wywoływał w ludziach uczucie strachu i jednocześnie zaciekawienia. Zło, niezgłębiona mistyka, czarna magia - zajmuje nas to, czego nie znamy i czego nie rozumiemy. Postać Wolanda kusi nas; podświadomie chcemy skonfrontować nasze własne wyobrażenie o "sile nieczystej" z obrazem wykreowanym przez Bułhakowa. Samo wprowadzenie do powieści osoby szatana nie jest czymś całkiem nowym, lecz sposób, w jaki autor go przedstawia, jest bezsprzecznie innowacyjny, niebanalny i daje do myślenia.

Realizm przeplata się z fantastyką. Postaci takie, jak Korowiow, Hella czy Asasello czynią ją barwniejszą i jeszcze bardziej niesamowitą. Nie można również zapomnieć o Behemocie, który wydał mi się najbardziej komiczny i zwariowany. Wprost nie można powstrzymać wyobraźni i nie ujrzeć jej oczyma czarnego kocura, który wsiada do tramwaju i chce zapłacić za bilet. Mimo iż powieść pełna jest takich absurdalnych sytuacji, po jakimś czasie czytelnik zaczyna traktować je jak coś normalnego - oczywiście na tyle normalnego, na ile jest to w ogóle możliwe.

Czytając "Mistrza i Małgorzatę", od samego początku nie mogłam oprzeć się zadaniu pytania: gdzie tytułowi bohaterowie? Ich wątku jednak sprytny autor nie wplata tak od razu, potęgując napięcie. Mistrz i Małgorzata są świadomymi uczestnikami tej dziwnej historii. Bohaterowie ci skazani są na przegraną w świecie, którym rządzi zakłamanie, korupcja, obłuda i egoizm, lecz pozostaje nadzieja – nadzieja na to, iż ich los nie jest tak do końca przesadzony i zaznają oni spokoju i szczęścia.

Pojawiają się w książce problemy natury moralnej – walka dobra ze złem, rodzą się pytania o sens i cel życia, jest miłość i obłęd. Bohaterów poddaje Bułhakow charakterystyce psychologicznej, analizując ich czyny, uczucia, pragnienia. Wtajemnicza nas w ich losy, ukazuje prawdziwe oblicza.

Obserwujemy życie wewnętrzne niektórych postaci, a zarazem przyglądamy się dość dokładnie życiu kulturalnemu i politycznemu Moskwy oraz codziennym zajęciom i troskom zwykłych, szarych jednostek. Kolejnym ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora jest wprowadzenie motywu powieści w powieści, czyli historii Piłata, Jeszui Ha-Nocri i Mateusza Lewity, co znacznie urozmaica i uatrakcyjnia lekturę. A ponadto ów "przerywnik" dostarcza nam wielu ponadczasowych prawd o człowieku.

Myślę, że nietuzinkowość powieści poświadczy każdy, kto ją przeczytał. Wystarczy otworzyć książkę i zatopić się w gąszczu realizmu i niesamowitości, codzienności i magii, w plątaninie losów postaci, mnogości konwencji, złapać haczyk niebagatelnej fabuły, a potem zastanowić się kilka razy, zanim nawiążemy rozmowę z nieznajomym...


[Recenzję opublikowałam wcześniej w serwisie Książki portalu Wirtualna Polska]

czytaj całość »

data dodania: 2007-09-29, autor: iamone, komentarzy: 1

Tytuł tekstu: A jednak magia...

Domyślam się, że niektórzy widząc kolejną opinię, tekst, recenzję poświęconą tej książce, odwracają wzrok albo zaczynają ziewać ze znudzenia. W końcu można sobie zadać pytanie: Po co właściwie o niej pisać, skoro wszystko zostało już powiedziane? Odpowiedzi dokładnej nie udzielę. Ot, po prostu przeczytałem, więc postanowiłem wyrazić, co myślę na temat tego dzieła. Poza tym, dobrze jest opowiedzieć się po którejś ze stron. "Mistrz i Małgorzata" ma bowiem wprawdzie wielu zwolenników, ale nie brakuje też ludzi, którzy czują awersję do utworu Bułhakowa.

O czym jest więc ta powieść? Czy trzeba pisać? Za każdym razem, gdy jest przytaczany tytuł tego dzieła, gdy widzimy ją w księgarniach, gdy czytamy noty od wydawcy, otrzymujemy podstawową informację: Satyra na rzeczywistość w Rosji radzieckiej lat 20. i 30. XX w. I to jest prawda. Szatan Woland i jego świta przybywają do Moskwy i demaskują kolejne absurdy stalinizmu. Też prawda. Ale jeśli ktoś szuka jawnej i uderzającej po oczach krytyki sytemu totalitarnego, to nie znajdzie jej tutaj. Na to Bułhakow pozwolić sobie nie mógł. Dlatego też można ulec wrażeniu, że autor koncentruje się uparcie tylko wokół problemu sprzedajnych literatów i obcej waluty, której posiadanie w ZSRR groziło dużymi nieprzyjemnościami. I w ten sposób czytelnik nabiera przeświadczenia, że ktoś się pomylił, oceniając tę książkę jako jedną z najlepszych satyr na życie w Rosji radzieckiej. Ale to tylko złudzenie, a cenzura i tak nie ominęła książki.

W wielu miejscach Bułhakow posługuje się mową ezopową, ale o tym za chwilę. Najpierw wypada jeszcze wspomnieć, co zostało wyraźnie skrytykowane w powieści. Z pewnością jest to podkreślany przez Bułhakowa wszechobecny ateizm, często zresztą o dość chwiejnych podstawach. Jak mówi jeden z bohaterów utworu, Berlioz: "W naszym kraju ateizm nikogo nie dziwi"*. Pisanie antyreligijnych artykułów, poematów, wierszy, ogólnie utworów było w Moskwie, jak i w całym ZSRR, codziennością. Jednym słowem, religia i wiara nie miały prawa bytu. A sztuka? Sztukę reprezentowali wspomniani już przeze mnie sprzedajni literaci. Znakiem czasów był dom Gribojedowa, gdzie spotykali się wszelkiej maści twórcy, bardziej zainteresowani zdobywaniem kolejnych urlopów i wczasów, aniżeli pisaniem. Tworząc pod dyktando władz, nie przypominali w żadnym wypadku artystów. Swoimi refleksjami na ten temat dzieli się z Iwanem Bezdomnym (notabene jednym z takich pisarzy-służbistów) sam tytułowy bohater powieści. W tym wypadku mówi on o literatach atakujących napisaną przez niego powieść, ale nie trzeba być wybitnie mądrym, żeby domyślić się, iż słowa te dotyczą znacznie szerszego kręgu pisarzy. Mistrz mówi: "Nieustannie odnosiłem wrażenie i nie mogłem się od tego wrażenia uwolnić, że autorzy owych artykułów piszą zupełnie co innego, niż chcieliby napisać, i że właśnie to jest powodem ich furii"*. Szczerość i autentyzm z pewnością nie były czymś oczekiwanym przez władze totalitarne. Religia została zepchnięta na margines, czego symbolem jest tutaj zakurzona ikona stojąca w kącie jednego z zapuszczonych moskiewskich mieszkań. Sztuka zarezerwowana była dla wąskiej grupy uprzywilejowanych, sprzedajnych literatów. Co więc zostawało ludziom? Szarość, pustka, sprawy małej wagi, pieniądze, wygryzanie się ze stanowisk. Wszystko to składało się na niezbyt sympatyczny obraz Moskwy.

Resztę Bułhakow stara się już trochę bardziej ukryć. Pojawiają się aluzje i niedopowiedzenia. Ludzie legitymowani są z byle powodu, znikają i często już nie wracają lub lądują w klinice psychiatrycznej, która w powieści opisana jest jak na złość sielsko, niczym arkadia miodem i mlekiem płynąca. To może zmylić i przyznam, że początku uderzyło mnie takie idealizowanie. Kolejne słowa doktora Strawińskiego pozbawiły mnie jednak wszelkich wątpliwości. Ironia! Bez dwóch zdań. Nawet piewca stalinizmu by tak nie pisał. W "Mistrzu i Małgorzacie" pojawiają się także napomknięcia na temat tajemniczych panów, którzy zjawiają się nagle i mają w zwyczaju zabierać obywatela w bezpowrotną podróż. O tym wszystkim wspomina się między wersami. Bułhakow spróbował też fortelu z umiejscowieniem treści podlegających cenzurze w rozdziale, który raczej podejrzeń nie powinien budzić. Mowa tu o balu u szatana. Na tę dosyć oryginalną uroczystość przybywa baron Meigel, którego Woland wita takimi oto słowami: "Drogi baron był tak ujmująco uprzejmy, że dowiedziawszy się o moim przyjeździe do Moskwy, natychmiast zadzwonił do mnie i zaofiarował mi swoje usługi w dziedzinie, w której osiągnął biegłość, to znaczy zapragnął pokazać mi to, co w Moskwie godne uwagi"*. I czego się dowiadujemy? Ot, pan baron zostaje przedstawiony po chwili jako szpicel i donosiciel. Tą swoistą mową ezopową zostajemy uprzejmie poinformowani, w czym baron osiągnął biegłość i co tym samym było w Moskwie godne uwagi.

Takich rzeczy wartych wychwycenia jest jeszcze wiele. Chociażby lekcja manipulowania ludźmi. Korowiew swoją przemową w sklepie łatwo trafia do słuchaczy i równie łatwo usprawiedliwia wybryki Behemota. Wystarczył stary schemat, według którego winę za nieszczęścia zrzuca się na bogatych. Nie jest to chyba obce komunizmowi.

Wbrew pozorom, dużo można tego nazbierać. Ale rzeczywistość Rosji radzieckiej to niejedyne, co możemy znaleźć w powieści. Równolegle do wątku współczesnego rozgrywa się akcja w Jeruszalaim za czasów Poncjusza Piłata. Otrzymujemy tutaj wolną interpretację jego losów, jak również ostatnich godzin życia Jezusa, który w utworze przedstawiony jest jako Jeszua Ha-Nocri. Ciekawie wygląda zestawienie tych dwóch światów. Kontrast widoczny jest nawet w stylu, jakim operuje Bułhakow w wątku o Piłacie i tym rozgrywającym się współcześnie. Pierwszy z nich jest znacznie bardziej dopracowany, bez żadnych kolokwializmów i mowy potocznej. Drugi natomiast, to - najprościej rzecz ujmując - przeciwieństwo pierwszego. Historia Piłata mówi nam o odpowiedzialności za to, co może nas bezpośrednio dotyczyć. Piłat nie uratował Jeszui, chociaż czuł, że coś w ten sposób stracił. Czy Bułhakow nie wysyłał sygnału Rosjanom, którzy także nie reagowali i godzili się z otaczającą ich rzeczywistością? Tego nie wiem. Grunt, że autor prezentuje dość ciekawy portret psychologiczny Piłata. Podobnie rzecz ma się z Jezusem, tutaj pozbawionym boskości i dostojeństwa, ale równie charyzmatycznym jak w Ewangelii, a może nawet i bardziej, właśnie przez swoją prostotę.

Naszą uwagę przykuć może też postać Wolanda. Chociaż przyznam się, że nie wiem, czy wprowadzający cytat z Fausta ("Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni") jest do końca trafny. Bo czy wszystko wychodzi na dobre? W istocie, Behemot i Korowiew wygłupiają się, robią, co im się żywnie podoba, płatają psikusy, można więc powiedzieć, że rzeczywiście czynią zło - i jednocześnie naśmiewają się ze zła obecnego w Moskwie; tym samym więc spełniają dobry uczynek, obnażając absurdalność tamtych czasów. W epilogu dostajemy jednak przykry obraz tego, co działo się w Moskwie już po zniknięciu świty Wolanda i jego samego. W sumie dobra tam nie uświadczymy. Wydaje się, że tylko tytułowi bohaterowie się z nim spotykają. Mało to pocieszająca prognoza na przyszłość. Wyczuwa się nostalgię i sceptycyzm autora, który nie dawał wielkich nadziei na poprawę życia w Rosji.

Książkę czytałem drugi raz. Z początku towarzyszyły mi mieszane uczucia. Nie do końca trafił do mnie język narratora, który ma w zwyczaju naprowadzać czytelnika na wszystko i tłumaczyć każdą rzecz niemalże jak chłop krowie na miedzy (przepraszam za ten zwrot). Z drugiej strony wydaje mi się, że jest to umiejętne odwrócenie uwagi od tego, co rzeczywiście zostało ukryte w treści. Ale narracja to jedno, a dialogi - co innego. Dialogi! Te do mnie trafiły, owszem, i to bardzo. Niektóre naprawdę potrafią rozśmieszyć. Końcowe sceny mogą zaś wzruszyć, bo chociaż demony narozrabiały w Moskwie, to jednak wprowadziły trochę życia do tego udręczonego miasta. Niestety, Woland i jego świta znikają, a czytelnikowi pozostaje świadomość, że to już koniec, że na Moskwę znowu spłynie przygnębiająca szarość.

Ogólnie po przeczytaniu pozostaje uczucie, że miało się do czynienia z czymś magicznym. Ale podobnie jak wtedy, gdy czytałem tę książkę po raz pierwszy, spostrzegłem to, dopiero gdy lektura dobiegała końca, gdy w mojej głowie ułożone były już wszystkie fragmenty, i te o Poncjuszu Piłacie, i te o wyczynach świty Wolanda, i te o miłości Mistrza i Małgorzaty, i wiele innych, które składają się w jedną, wyjątkową całość... Może dlatego jest to powieść, do której tak wielu ludzi chętnie powraca.



---
* Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata", tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2003.

czytaj całość »

data dodania: 2007-06-08, autor: Macabre, komentarzy: 0

Tytuł tekstu: Arcydzieło grafomanii

Wydania Biblioteki Narodowej to jedne z najlepszych wydań literatury pięknej w Polsce. Przynajmniej w teorii. Komentarz jest fachowy, a ewentualny przekład dokładny i nierzadko piękny. „Mistrza i Małgorzatę” w tej serii (Biblioteka Narodowa, seria II, nr. 229) tłumaczyli: Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, czyli śmietanka polskich tłumaczy z języka rosyjskiego. Wstęp napisał Andrzej Drawicz, zaś przypisami opatrzył Grzegorz Przebinda. Sam Bułhakow pisał tę powieść kilkanaście lat i miało to być jego „opus magnum”. I co mamy?

Oto dwaj literaci: Misza Berlioz i Iwan Bezdomny dyskutują o Poncjuszu Piłacie. Do dyskusji dołącza się nieznajomy i od tego zaczyna się nieprawdopodobny bieg wypadków. Berlioz traci głowę, Iwan ląduje w słynnej „psychuszce” (przedstawionej wręcz idyllicznie), nieznajomy okazuje się wcielonym diabłem, który w Wielkim Tygodniu organizuje bal u szatana. Obowiązkowo królową balu ma być Małgorzata, wybierana skrupulatnie spośród wszystkich Małgorzat nawiedzanego miasta. Z miejsca zaczyna się kołomyja i pędzi bez wytchnienia do samego końca – nie sposób tego opisać... itd., itp.!

Do rzeczy: powieść ewidentnie nie podobała mi się, a to z trzech powodów:

Po pierwsze – nonsensowność. Bułhakow wykreował swój powieściowy świat, ale „zapomniał” go należycie przemyśleć i umotywować. Stąd cała masa bredni, nielogiczności i wręcz – niedorzeczności. Choćby pierwsza z brzegu: skoro Ha-Nocri miał tylko JEDNEGO ucznia – Mateusza Lewitę, to czemu aż cały Sanhedryn miałby się zbierać i radzić o jego śmierci? Co więcej – forsować tę śmierć, jakby miał się cały świat zawalić! Najwyraźniej Bułhakow, idąc tropem wszelkich „ulepszaczy” historii Zmartwychwstania, starał się wykręcić wszystko na przekór Ewangelii, nie dostrzegając tego, że po prostu przeholował.

To zresztą nie jedyny jego grzech. W książce roi się od podobnych lapsusów – choćby peregrynacja Wolanda i spółki po całym świecie, by co roku urządzić bal w pierwszą wiosenną pełnię księżyca. Zatrzymajmy się nad tym na chwilę - jeśli co roku, to wiadomości o tym powinny wstrząsać każdym kolejnym miastem nawiedzonym przez tę bandę. Zakładając, że diabeł nie podlega ludzkiemu prawu śmierci (co zresztą widać w jednej z finałowych scen powieści, gdy milicjanci moskiewscy prują z pistoletów i rewolwerów do Behemota, a jemu nawet włos z głowy nie spada), takie dziwne wydarzenia powinny być na porządku dziennym przynajmniej od wielu setek lat i w rezultacie siły porządkowe kolejnych państw zaatakowanych przez Księcia Ciemności powinny się zgadać ze sobą i przynajmniej dzielić informacjami na ten temat, sposobami unikania diabelskich pułapek. Tak się jednak nie dzieje. Moskwianie najwyraźniej są w szoku i nie radzą sobie z zaistniałą sytuacją. Muszę tu dodać, że również niezbyt błyskotliwy czytelnik, jak choćby ja sam, nie może wyjść z szoku. Jednak nie tyle z powodu zderzenia z Nieznanym, z jakąś niesłychaną metafizyką przez duże M, ile z podziwu dla ślepoty autora, który z całym rozpędem wjechał na mieliznę uparcie twierdząc, że to pełne morze. Powtarzam – takich lapsusów jest tu pełno i nocy by mi nie starczyło, żeby wymienić tylko te najpoważniejsze.

Po drugie – wtórność. Powieść najwyraźniej, czego potwierdzenie zresztą można znaleźć we wstępie i w przypisach, nawiązuje do „Fausta” Goethego. Mamy zatem znak „czarnego pudla”, kuchnię przypominającą laboratorium, korowód postaci historycznych (w „Fauście” - mitologicznych), no i samego szatana, który jest de facto jego karykaturą. Mamy „poczucie nierzeczywistości” zaczerpnięte z Gogola, soterykę typową dla pisarzy rosyjskich (Tołstoj, Dostojewski), odebranie Chrystusowi cech boskości jak u Renana i kilka innych, mniej znaczących zapożyczeń. Jednak każde z wymienionych tu źródeł, z których czerpał Bułhakow, przebija moim zdaniem pod każdym względem „Mistrza i Małgorzatę”. Przede wszystkim dlatego, że:

Po trzecie – powieść jest ewidentnie DRĘTWA. To jest, moim zdaniem, najgorsza wada tej książki. Czytałem jak za karę i jedynie lot Małgorzaty na bal u Wolanda został napisany z jakimś „jajem”. Resztę można bez żalu wyrzucić do kosza (gdzież tej książce do „Lotu nad kukułczym gniazdem”, który konstrukcyjnie był przecież bez zarzutu!). Nie wydaje mi się przy tym, żeby to była wina przekładu. Jak już napisałem – powieść tę tłumaczyli znakomici translatorzy, zaś słabości i nierówności stylu najwyraźniej są dziełem autora. Przykład pierwszy z brzegu: śmierć Berlioza jest roztrząsana na pierwszych stronach pod wszelkimi chyba kątami, jakie tylko można sobie wyobrazić. Gdy czytelnik już otrzaskał się z nią i ze wszelkimi możliwymi jej skutkami, dostajemy taką oto informację: „[Stjopa – przyp. mój] Próbował wezwać Berlioza, dwukrotnie zajęczał: »Misza... Misza...«, ALE JAK SAMI SIĘ DOMYŚLACIE, odpowiedzi nie otrzymał”*. Najwyraźniej autor ma czytelników za kompletnych cymbałów, którym trzeba ciągle przypominać, co było dwie strony temu. Takich „kwiatków” jest pełno w tej powieści... O, na przykład to słynne wołanie o truciznę po imprezie u Gribojedowa – opis jubla został stworzony tym samym językiem, co opis balu szatana (na którym jednak narrator nie wołał o rychłą śmierć – najwyraźniej woli szatana od literatów!). Problem w tym, że w żaden sposób narrator nie wytłumaczył, dlaczego marzy o truciźnie! Ot, tak to sobie napisał? Klepał wierszówkę, czy co?

Ale to nie wszystko. Narrator licznymi apostrofami do czytelnika (choćby to powtarzające się jak refren: „za mną!”**) stara się przekonać, że całkowicie panuje nad sytuacją. Cały czas miałem nadzieję, że rzeczywiście tak jest, a jednak – pomyliłem się. Do tej pory nie wiem, po co Woland i jego kompania wyczyniali te wszystkie wygłupy i awantury. Powie ktoś – bo byli duchami potępionymi i jest to typowy przykład działań takich duchów. I co z tego? Czy duch potępiony to cymbał, który coś robi, ale nie bardzo wie, po jakiego grzyba? Po prostu – fabuła rozklejała się narratorowi w rękach, ale on dalej uparcie krzyczał: „za mną, za mną!”. Wszystko po to, by zakończyć utwór słowami: „okrutny piąty procurator Judei, eques Romanus, Poncjusz Piłat”***. Niczym szkolne: c.b.d.u. [co było do udowodnienia].

Czas na krótkie podsumowanie: nigdy więcej takich gniotów. Książka była po prostu denna. To był popis grafomanii - innego określenia nie znajduję! Nic na to nie poradzę. Nie polecam jej nikomu, wychodząc z bardzo dobrego założenia, które włożył Artur Conan Doyle w usta Sherlocka Holmesa, że nie należy zaśmiecać swojego umysłu zbędnymi informacjami. Rozszerzając to – nie trzeba czytać wszystkich książek, bo wiele z nich, nawet tych uznanych za arcydzieła, to po prostu gnioty, które zyskały popularność z pozaartystycznych powodów. „Mistrz i Małgorzata” należą do takich książek i odradzam czytanie tej pozycji.


---
* M. Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata", tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, wyd. Ossolineum, 1990, s. 105.
** Tamże, s. 289.
*** Tamże, s. 518.

czytaj całość »

data dodania: 2006-06-02, autor: antecorda, komentarzy: 97

Tytuł tekstu: Dzieło manichejskie

"Mistrz i Małgorzata", najwybitniejsza powieść Bułhakowa, to utwór manichejski, ukazujący ścieranie się w świecie przedstawionym dwóch pierwiastków etycznych - dobra i zła. Ukazuje to pisarz na dwóch płaszczyznach - fantastycznej (wątek Jeszui i Wolanda) i realistycznej - Moskwy lat trzydziestych XX wieku, która staje się symbolem całego Związku Radzieckiego lub systemu totalitarnego. Najcenniejsze - moim zdaniem - jest to, że można tę powieść czytać i interpretować na wiele sposobów. Jest to bowiem powieść o miłości, społeczno-obyczajowa, fantastyczna, polityczna, ale przecież również swoisty moralitet. Może jednak przede wszystkim to powieść o wolności i zniewoleniu człowieka i artysty. Bułhakow, sam bedąc ofiarą systemu, który aluzyjnie i alegorycznie opisuje, uczy odbiorców, że zło może stać się drogą do dobra, dowodzi, że człowiek zniewolony może wolność odyskać, także tę najtrudniejszą - wolność wewnętrzną (Iwan Bezdomny).

"Mistrz i Małgorzata" to utwór stanowiący swoiste dopełnienie "Fausta" Goethego, do którego liczne odniesienia odnajdziemy zarówno w kreacji bohaterów (Mistrz - Faust, Małgorzata - Gretchen, Faust - Mefistofeles), motywów (dobra i zła, dzieciobójstwa, zakazanej miłości), jak i w uniwersalnym, etycznym wymiarze.

Polecam - zdecydowanie jest to książka z najwyższej półki!

czytaj całość »

data dodania: 2005-08-22, autor: 00761, komentarzy: 3

Tytuł tekstu: Najważniejsza powieść XX wieku

"Mistrz i Małorzata" to niewątpliwie światowy bestseller. Książka podejmuje problem dobra i zła. Nawiązuje do "Fausta" Goethego. Opowiada o dobrym szatanie i złej rzeczywistości.

Współczesny świat Bułhakow opisał szyderczo i bez skrupułów. Ukazując dziwactwa chorego systemu w Rosji. Mieszanie dwu płaszczyzn: realnej i fantastycznej, w której możemy się spotkać chociażby z latającym kotem czy świtą Wolanda, niezwykle intryguje. Mieszanie się różnych przestrzeni wprowadza czytelnika w czasy Chrystusa i Piłata oraz czasy współczesne autorowi. Książka opowiada również o pisarzu i jego dziele. M. Bułhakow pozostawia obietnicę, że "rękopisy nie płoną".

Pełna uroku, niesamowitej fantazji, jednocześnie mądra i napisana płynnym stylem. Wszystko to sprawia, że nawet głęboka senność nie jest w stanie oderwać nas od kart "Mistrza i Małgorzaty".

Dawno nie czytałam tak dobrej literatury.

czytaj całość »

data dodania: 2004-04-19, autor: ulachec, komentarzy: 3

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku