» nie pamiętam hasła» zarejestruj się

Najciekawsze recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Śpiewak Najświętszej Maryi Panny

Autor: befana_di_campianoOpiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytatki (prawie) (nad)obowiązkowie :-)

Data dodania: 2013-06-25 11:49



Ucz sie mobilnie

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostañ naszym opiekunem!

Nad „Hymnami Maryjnymi” płacz Kasandry: parę uwag na temat nowej publikacji brandstaettologicznej[1]

25 kwietnia 2009 roku na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza została Ogólnopolska Konferencja Naukowa poświęcona „Hymnom Maryjnym” Patrona tegoż Stowarzyszenia.

Jak zawsze przy podobnych okazjach wygłoszono odczyty, po odczytach nastąpiły dyskusje; był także czas na przerwę i mały poczęstunek. Rozmawiano oraz wymieniano uwagi. Być może podczas tych rozmów mógł zastanowić któregoś z interlokutorów podtytuł Konferencji. „Śpiewak”? Raczej „trubadur” bądź „truwer”, albowiem w tradycji kultury łacińskiej wychowany był nasz katolicki Rebe. Ewentualnie „kantor”, gdyż Roman Brandstaetter żydostwa nigdy się nie wyparł , dlatego też jestem przekonana , że jego Adwentowe przedświty rozjaśniały światła Chanuki; Rosz ha-Szana brzmiała trąbieniem rogu, Jom Kippur kazał mu padać na twarz przed niewidzialnie Najświętszym i Wszechmocnym, natomiast Święto Szałasów przywoływało wspomnienia, kiedy o rzadki, bo z częściowo bezlistnych gałęzi sporządzony dach uderzał deszcz.

Jednak intuicja Księdza Redaktora okazała się niezawodną. Tak: „śpiewak” i to śpiewak wędrowny, niemal dziad odpustowy, który chropawo załamującym się głosem głosi chwałę i cześć Najświętszej Maryi Panny[2]. Zresztą i analizowane wiersze Poety nie są ani specjalnie gładkie, ani tym bardziej kolorowe już nie mówiąc o tak zwanym diamentowym szlifie ich stylu oraz formy.

Ksiądz Profesor Pytel, Organizator Konferencji oraz Redaktor omawianego tomu rozpisał owe Maryjne liryki na głosy pojedynczych interpretatorów, przez co obok super kompetentnych rozważań (osobiście – i wiem, że złośliwie - określam tego rodzaju dywagacje mianem nadintelektualnego darcia pierza)[3] pojawiają się rzeczywiście piękne, ponieważ nie tylko rozumem, lecz przede wszystkim sercem spisane refleksje na temat istoty kontemplacyjno Maryjnej poezji Brandstaettera.

Ale, ale: sam Poeta wypowiadając się bądź prywatnie, bądź w napisanych przez siebie dziełach na temat codzienności oraz odświętności obcowania z Bogiem Wcielonym równocześnie - choć nie za często - napomykał o mimowolnych a przecież obecnych w jego życiu rozterkach pokroju dylematów mitycznej wieszczki Kasandry.



Abonament

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostañ naszym opiekunem!

Wszystko wskazuje na to, iż Kasandra dla Brandstaettera była sprawą wstydliwą; Kasandra Poety to jego swoisty, wykreowany z miłości do antyku, bastard; poemat rzadko (albo wcale) już nie przypominany [4]. Dlaczego w ten sposób można mniemać? Bo umowna Kasandra to nasza codzienność, lęk o jutro i przyszłość, niegdyś napisałam w dwu niepublikowanych esejach: „Dwugłos ocalałych proroków: Nelly Sachs i Roman Brandstaetter – próba konfrontacji” oraz „Dwie Kasandry (o lirycznych podmiotach poematu Romana Brandstaettera i wiersza Anny Kamieńskiej”, a to z kolei nie za bardzo przystaje do religijnych dzieł Autora „Jezusa z Nazarethu”. I choć rany tragicznych, nazywanych Kasandrą, ofiar historii zasklepia Madonna, która uspokajając wycisza duszę Poety:

Mój Pan krąży dokoła
Ciebie,
Jak rój pszczeli
Dokoła ula,
Jak ptak
Dokoła gniazda,
Jak ziemia
Dokoła osi.

Więc dlaczego smucisz się
Duszo człowiecza,
Burzo krwawiąca
W glinianej urnie?[5]

mimo to demon beznadziei i depresji nigdy nie da za wygraną. I temu więc lękowi w swym omówieniu „Hymnu do Madonny dobrej Śmierci” postarał się zaradzić wielce oryginalną nauką rekolekcyjną Ksiądz Kazimierz Bednarski, sprzęgnąwszy w swoich rozważaniach i płacz Historii (Kasandry), gdy ta widzi przed sobą pędzące wprost do pałacu Priama konie apokaliptyczne, i wyrażoną w „Naśladowaniu Chrystusa” nadzieję świętego Tomasza a Kempis. „Hymn do Madonny dobrej Śmierci” podkreśla Ksiądz Bednarski przywołuje oczywistą myśl, że w obliczu umierania niezmiennie stawiamy sobie pytanie o sens życia.

Oczywiście Brandstaetter musiał postawić identyczne pytanie, skoro napisał „Hymn”. Postawił, po czym – przypuszczalnie – całkiem dobrze przesunąć mógł swą ostateczną odpowiedź na przyszłość, gdyż bywał on człowiekiem-prawie-szczęśliwym. I na pewno szczęśliwym do tego stopnia jeśli stwierdził, że „Na zabliźnionych mogiłach / Powstaje wiedza człowiecza” (z „Hymnu do Madonny dobrej Śmierci”). Lecz być może właśnie wówczas, wbrew czy bardziej na przekór swojej domniemanie fortunnej stabilizacji: „Ciemność zapada i śmierć się zbliża” uzmysławiał swoją prywatną modlitwą dwudziestowieczny Biedaczyna z San Giovanni Rotondo, późniejszy Święty Ojciec Pio. A znów Poeta wpatrując się w dobrotliwie surowe i sowiookie łagodne Oblicze Protektorki Rzymian - słodkiej Królowej nieziemskiego Pogranicza, i patrząc na Jej delikatne dłonie, z których jakby przed momentem wyfrunął gołąbek – myślał… Myślał. O własnej śmierci. My jednak, czytelnicy „Hymnów Maryjnych”, nie Autorowi, lecz głos ostatni pozostawmy Kaznodziei, bowiem Translatorem rozmów duszy z Panem Bogiem zawsze musi kapłan (par.: Dzienniczek św. Siostry Faustyny). Tym bardziej duszy artysty. Jeżeli śp. Roman Brandstaetter był odrobinę innego, niż Ksiądz Kazimierz Bednarski, zdania, to obecnie, chociaż w odmiennej Rzeczywistości musi on przyjąć jako aksjomat tę wypowiedzianą przez wspomnianego Kapłana konkluzję, że dla „Śpiewaka Najświętszej Maryi Panny” objawieniem prawdy o miłości Boga jest ikona Maryi odsłaniająca macierzyńską stronę miłości Boga. By tej Miłości doświadczyć, trzeba myśleć i wierzyć, zaś przede wszystkim słuchać, gdyż z nawrócenia dojrzewają owoce miłości.


[1] Zob.: „Roman Brandstaetter – Śpiewak Najświętszej Maryi Panny” / Red. Ksiądz Prof. dr hab. Jan Kanty Pytel. Poznań: UAM – Wydz. Teologiczny, 2009, ss.181

[2] Par.: „Smutne jest życie, / Które próbuje wypowiedzieć się / W kilku nędznych słowach” (z „Hymnu do Madonny stojącej na moim biurku”).

[3] Zawsze miewam podobne odczucia, kiedy zamiast tekstu zasadniczego widzę zajmujące więcej niż połowę zadrukowanej strony nader szczegółowe oraz wyczerpujące przypisy.

[4] Pierwodruk w: „Dwie Muzy”. Warszawa 1965.

[5] Par.: „Pieśń Madonny”. W: „Hymny Maryjne”.

następny tekst Spis treści zbioru

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 130

Dodaj komentarz