Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Eliza Orzeszkowa i thriller

Autor: misiak297

Książka: Dziurdziowie (Orzeszkowa Eliza)

Data dodania: 2017-01-04 23:55

12 osób poleca ten tekst.

W Suchej Dolinie, białoruskiej wsi, dochodzi do bestialskiego morderstwa. Ofiarą jest Pietrusia Kowalczukowa, zdawałoby się, powszechnie lubiana młoda kobieta. Mieszkała ze swoim mężem – kowalem Michałkiem, gromadką małych dzieci i starą, ślepą babką Akseną, była uosobieniem życzliwości i dobroci. Na ławie oskarżonych zasiadają czterej Dziurdziowie – chłopi, rolnicy, posiadacze ziemscy. Wszyscy czterej przyznają się do popełnienia zbrodni. Jak wygląda prawda? Cofamy się do początku tej historii, w której niczego nieświadoma, beztroska Pietrusia, podśpiewująca jedną z lokalnych pieśni, zmierza w stronę stosu i swego przeznaczenia. Czy jednak na pewno ten niefortunny wybór drogi przypieczętował jej los? Okazuje się, że między mieszkańcami Suchej Doliny mnóstwo jest napięć, poczucia krzywdy, nienawiści…

Widzę, że zapomniałem podać tytuł książki i autora. Nie, to nie najnowszy kryminał Bondy czy Miłoszewskiego. To powieść Elizy Orzeszkowej. Tak, tej znienawidzonej z powodu "Nad Niemnem" pisarki, której programowo się nie znosi. Ta sama Orzeszkowa napisała powieść, którą dzisiaj z powodzeniem moglibyśmy włożyć między thrillery psychologiczne. I nadal przy lekturze czuć przerażenie.

Rozpoczyna się mocno i mrocznie, chciałoby się powiedzieć – godnym Hitchcocka trzęsieniem ziemi, po którym robi się coraz duszniej, napięcie narasta. Oto przedstawiciele wiejskiej społeczności rozpalają ognisko. Ma ono przyciągnąć wiedźmę, która sprawiła, że krowy przestały dawać mleko. Niektórzy uważają, że to "kamedija"[1], inni głęboko wierzą w skuteczność ognistego procederu – skoro wiedźma "za dzidów, pradzidów naszych przychodziła, to i teraz przyjść musi"[2] – jeszcze inni zjawili się kierowani ciekawością. Wszyscy czekają w coraz większym przerażeniu na pierwszą kobietę, która przejdzie obok stosu – to będzie wiedźma. I oto zjawia się Pietrusia.

"– Aaaa! – rzekła – co wy tu takiego robicie, ludzie? (…) Wiedźmę na ogień łapiecie? czy co? (…) W gromadce panowało milczenie grobowe. Zdawać się mogło, że dusze wszystkich tych ludzi zlały się w tej chwili w jedną duszę, która całą siłę swego myślenia, czucia, wzroku i słuchu, niby ostre żądło, w tę kobietę utopiła. Wszyscy powyciągali ku niej szyje i oczy w nią wlepili. (…)
Kobieta z ziołami tymczasem zapytała znowu.
– Cóż? czy już przechodziła? (…) To i któraż pierwsza przeszła?
Dwa poważne głosy męskie, z których jeden należał do Piotra Dziurdzi, a drugi do Jakuba Szyszki odpowiedziały:
– Ty"[3].

Pietrusia wiedźmą? Ta myśl wydaje się śmieszna zarówno jej samej, jak i niektórym mieszkańcom Suchej Doliny. A jednak podejrzenia narastają. Przecież przyszła znikąd (a więc jest świetną figurą "innego", "obcego"), zna się na ziołach, prawie czarodziejskich zwyczajach, które niosą pomoc (tę wiedzę odziedziczyła po swojej mądrej babce). Do tego Kowalczukom dobrze się wiedzie (zapewne dzięki jej konszachtom z diabłem). Trwa nagonka na rzekomą wiedźmę, która najpierw zostaje niejako wykluczona ze społeczności, a potem osaczona. Do czego to doprowadzi? Chyba nie do spalenia na stosie? Zaniepokojona Pietrusia zaczyna czuć się winna, Aksena snuje przerażające opowieści o samosądach, a trzeźwo myślący Michałek bagatelizuje sprawę: "Ja też dużo świata schodził i niemało widział i słyszał, a nigdy nie widział i nie słyszał, żeby gdzie wiedźmę palili. Teraz już tego robić nie wolno. Teraz już tego nie ma"[4].

Ten dramat rozgrywa się na wsi końca XIX wieku, a więc w ciekawej (dla nas dziś prawie egzotycznej!) scenerii. Jak na Orzeszkową, mało w "Dziurdziach" tendencyjności. Mnóstwo za to wspaniale odmalowanych scenek rodzajowych – pełnych szczegółów, kipiących emocjami. Malownicze obrazy sąsiadują tu z iście naturalistycznymi ujęciami. Wszystko tchnie bolesnym autentyzmem. Nie brakuje fragmentów wręcz wstrząsających.

To właściwie powieść o tym, jak zwyczajny człowiek w określonych okolicznościach zmienia się w bestię. Autorka z prawdziwą psychologiczną wirtuozerią pokazuje, co doprowadza do społecznego linczu. Przemyślane plotki, manipulacje, umiejętnie podsycany strach, wykrzywione poczucie moralności. Prowizoryczny stos jest tylko – powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem – efektownym blefem, który ma odwrócić uwagę od tego, co naprawdę stoi za rodzącą się przemocą. Nie, nie troska o krowie mleko, a jedynie zawiść, obsesja. To szereg prywatnych dramatów i ludzkich poczynań doprowadził do tragedii. Orzeszkowa portretuje kilkoro naprawdę złożonych bohaterów. Religijny (religijnością zrodzoną z wyrzutów sumienia) Piotr niczym uczestnik prywatnej krucjaty tropi "czartowską siłę" przeciwstawiającą się boskiej mocy. Klemens, jego syn, jest jeszcze młody i choć potrafi trzeźwo myśleć, też pozwala na siebie wpływać. Szymon, pijak i utracjusz, zazdrości innym zasłużonego powodzenia. Najtragiczniejszą postacią z tej czwórki jest bodaj Stefan Dziurdzia, człowiek sfrustrowany, wrogi światu, nieszczęśliwy, odrzucony przez Pietrusię. Powie jej w chwili szczerości: "A sam ja złośnik, to prawda, i niespokojny jak ten wicher, i pochmurny jak to niebo na deszczu…Tak już ja widać (…) z taką chorobą w duszy urodził się, a nie wyleczyła mnie z niej matka, jędza taka, że za jej łajaniem a biciem, ja dziecinnych lat swoich nie pamiętam i (…) nie wyleczyła żonka, hadzina [żmija]… i nie wyleczyła wódka, którą w gardło leję… Nikt nie leczył i nic nie wyleczyło… (…) Ty by mnie z tej choroby wyleczyła, ale nie chciała"[5]. Jest także Rozalka, żona Stefana – plotkarka, manipulatorka, która jednak musi dźwigać brzemię bycia niekochaną, znienawidzoną (nie do końca z własnej winy) żoną. Ona sama pozwoliłaby Stefanowi na wiele: "Niechby bił, ale lubił. I nie lubi, i bardzo bije, wszystko przez tę…"[6].

Orzeszkowa i thriller? W dodatku thriller bardzo współczesny? Tak, to możliwe, to się łączy – właśnie w powieści "Dziurdziowie". Odkryjcie zupełnie inną Orzeszkową.


---
[1] Eliza Orzeszkowa, "Niziny; Dziurdziowie", wyd. Czytelnik, 1954, s. 213.
[2] Tamże, s. 214.
[3] Tamże, s.224-225.
[4] Tamże, s. 301.
[5] Tamże, s. 336-337.
[6] Tamże, s. 315.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 36 | wyświetleń: 1684

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: Monika.W 2017-01-05 15:45 napisał(a):

Odpowiedź na: W Suchej Dolinie, białoru... | misiak297 Pokaż rodzica

Odkryjcie świetną Orzeszkową.
"Dziurdziowie" i "Meir Ezofowicz" to chyba 2 najlepsze jej powieści. Choć mnie i "Nad Niemnem", pierwszy raz czytane w 2016 roku, zachwyciło. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego została tak zupełnie zapomniana. Chyba spisek jakiś.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: koczowniczka 2017-01-05 16:28 napisał(a):

Odpowiedź na: Odkryjcie świetną Orzeszk... | Monika.W Pokaż rodzica

Bardzo dobry jest też „Cham”.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-05 17:04 napisał(a):

Odpowiedź na: Bardzo dobry jest też „Ch... | koczowniczka Pokaż rodzica

Z klawiatury mi to wyjęłaś:) Choć gdybym miał teraz typować swoją ulubioną powieść Orzeszkowej, to byliby to właśnie "Dziurdziowie".

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-05 18:29 napisał(a):

Odpowiedź na: W Suchej Dolinie, białoru... | misiak297 Pokaż rodzica

Jezusicku, thriller pozytywistycznej Orzeszkowej! Jesteś niesamowity. Jakże ją tendencyjnie zapamiętałam! Piękny, gęsty, pełen znaczenia dialog przytoczyłeś.
Niestety do schowka ;).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: miłośniczka 2017-01-20 22:16 napisał(a):

Odpowiedź na: Jezusicku, thriller pozyt... | Anna125 Pokaż rodzica

To i u mnie "niestety". I o koniecznie! Świetną recenzję popełniłeś Misiaku!

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-20 23:05 napisał(a):

Odpowiedź na: To i u mnie "niestety". I... | miłośniczka Pokaż rodzica

:) Misiak wynajduje perełki i tak je opisuje, że ochy i achy się cisną na usta ::D. Rzetelnie do bólu. Dla mnie to niesamowite i otwierające świat.Oprzeć się recenzji nie sposób. Przynajmniej ja nie potrafię :) i jego, i kilku innych recenzentów.. Rzetelne do bólu.

Przywołano mnie - albo tak sobie wymyśliłam - do porządku w bbnettce tj.mówić tylko za siebie, "ja, a nie "my". Spróbuję, jak żołnierz ze świątecznej bajki.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-22 04:28 napisał(a):

Odpowiedź na: W Suchej Dolinie, białoru... | misiak297 Pokaż rodzica

Jak to programowo nie znosi się? Przeczytałam całkiem niedawno (Nad Niemnem) i nawet zachwycałam się opisami przyrody, świetnymi obrazkami obyczajowymi, charakterami. I zachwycałabym się jeszcze bardziej, gdyby nie ta Justyna, a zwłaszcza ten Jan i Cecylia i to natrętne pochylanie się nad sierpem w zbożu. Zeby bolą. Proust twierdził, że nie powinno się tworzyć literatury zaangażowanej, bo jest niedobra. Miał rację. Brrrrr.
Ale jak w Dziurdziach nie ma takich ckliwych obrazków, to zostałam zaintrygowana. :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-22 10:10 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak to programowo nie zno... | Czajka Pokaż rodzica

"Jak to programowo nie znosi się?"

Myślisz, że większość czytelników - zwłaszcza młodzieży szkolnej - zgodziłaby się z Twoją entuzjastyczną oceną?:)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-22 17:32 napisał(a):

Odpowiedź na: "Jak to programowo nie zn... | misiak297 Pokaż rodzica

Nie wiem. Nie czytałam "Nad Niemnem" będąc młodzieżą szkolną, ponieważ uważałam ją za (chyba nie programowo, ale z plotek może) ciekawą.
U mnie czwórka nie jest entuzjastyczna. :))

Linka Odpowiedz

Użytkownik: jolekp 2017-01-22 10:16 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak to programowo nie zno... | Czajka Pokaż rodzica

Hm. Moja osobista polonistka z liceum tak bardzo nie znosiła "Nad Niemnem", że wręcz nie kazała nam tego czytać (zamiast tego opowiedziała nam treść i oglądaliśmy film, żebyśmy cokolwiek wiedzieli, jakby się na maturze trafiło), gdyż twierdziła, że w ogóle nie rozumie, czemu takie dziadostwo jest w kanonie lektur, a ona nie jest sadystką, żeby nas tym katować :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Agnieszka-M4 2017-01-22 12:18 napisał(a):

Odpowiedź na: Hm. Moja osobista polonis... | jolekp Pokaż rodzica

Moim skromnym belferskim (choć nie polonistycznym)zdaniem niektóre książki po prostu nie nadają się na lektury. "Nad Niemnem" jest jednym z przykładów. Może po prostu powinno się wybierać fragmenty, żeby pokazać pewne charakterystyczne dla epoki zjawiska...? Wiele książek "smakuje" znacznie lepiej, kiedy się do nich dojrzeje.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-22 17:33 napisał(a):

Odpowiedź na: Hm. Moja osobista polonis... | jolekp Pokaż rodzica

Może była tak samo uczulona na ckliwość jak ja. ;))

Linka Odpowiedz

Użytkownik: magawa 2017-01-22 21:29 napisał(a):

Odpowiedź na: Hm. Moja osobista polonis... | jolekp Pokaż rodzica

To chyba kiepskie rozwiązanie. Nie mówię, że polonista nie powinien mieć swojego zdania na temat danej książki, ale narzucanie go uczniom, to chyba przesada. Negatywne podejście do lektury mogłoby być ciekawym punktem wyjścia do przyszłych z nimi rozmów. A tak...

Mnie "Nad Niemnem" urzekło w liceum. Dopiero na studiach "zakochałam się" w innych jej utworach, głównie w "Meirze Ezofowiczu", "Dziurdziach", "Chamie", krótkich formach prozatorskich, etc. Chyba jedynie "Marta" nie przypadła mi do gustu.
W ogóle mam słabość do pozytywistów;)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-22 21:31 napisał(a):

Odpowiedź na: To chyba kiepskie rozwiąz... | magawa Pokaż rodzica

Jest nas dwoje:) Ja mam słabość do "ciotek pozytywistek", jak ja je nazywam. Właśnie Orzeszkowej i Konopnickiej (bodaj w zeszłym roku odkryłem jej mniej znane nowele i się zachwyciłem).

I również uważam postawę wspomnianej polonistki za niewłaściwą.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Monika.W 2017-01-23 07:59 napisał(a):

Odpowiedź na: Jest nas dwoje:) Ja mam s... | misiak297 Pokaż rodzica

Czemu dwoje? Więcej osób tutaj zachwyca się Orzeszkową. Myślę, że wpada się w schemat "Orzeszkowa - fe i brrr". Nawet, jak jej ktoś nie czytał i opiera się na tym, co słyszał. Schematy nie są dobre.

A o Pani Polonistce nie ma nawet co dyskutować. Pycha. I nic więcej. Skoro ona nie lubi, to nikt nie będzie czytać, a już żeby się zachwycać? Nie wypada. Ciekawe, które książki polecała. To trochę tak, jakby matematyk powiedział: nie będziemy się uczyć trygonometrii, bo nie lubię i to słabe jest. Ciekawe, jaka byłaby reakcja na taką postawę.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-23 13:52 napisał(a):

Odpowiedź na: Czemu dwoje? Więcej osób ... | Monika.W Pokaż rodzica

Ale właśnie dobroć trygonometrii jest obiektywnie udowodniona. W ogóle to bardzo fascynujące, czy kiedykolwiek w matematyce nauczano kiedykolwiek słabych rzeczy. Mamut może wie. :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: jolekp 2017-01-22 21:46 napisał(a):

Odpowiedź na: To chyba kiepskie rozwiąz... | magawa Pokaż rodzica

Ja nie twierdzę, że to pochwalam. Chciałam pokazać, że to "programowe nieznoszenie" Orzeszkowej nie jest jedynie domeną nastolatków :).

A co do ewentualnej miłości do pozytywistów, to przyznaję, że mam ten problem, że praktycznie w ogóle nie czytam literatury starszej niż druga połowa XX wieku, nie wiem czemu, ale jakoś się nie mogę przemóc. Kojarzy mi się to ze szkołą i czymś strasznie ciężkim do przetrawienia, a ja jednak mimo wszystko lubię mieć przy czytaniu trochę rozrywki.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-22 22:11 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja nie twierdzę, że to po... | jolekp Pokaż rodzica

A czytałaś na przykład taką Austen? Mało znam lepszych książkowych rozrywek:)
Od "Dziwnych losów Jane Eyre", "Davida Copperfielda" czy "Wielkich nadziei" nie mogłem się oderwać.
Przy "Klubie Pickwicka" śmiałem się tak bardzo, że pasażerowie w autobusie zaczęli mi się dziwnie przyglądać.
Kilka dni temu przejrzałem "Panie z Cranford" i choć znam dobrze tę książkę, nadal się chichrałem.

Bardzo to krzywdzące dla tej starszej literatury - właśnie takie skojarzenia ze szkolnym przymusem, prozą drętwą, taką, która dziś chyba by się już nie mogła podobać, bo mamy tyle fantastycznej współczesnej literatury (to nie tylko aluzja do Twojej wypowiedzi. Tak myśli wiele osób).

Moi przyjaciele często z takich samych powodów z niechęcią patrzyli na klasykę. A potem sięgali i... potem już współczesna literatura nie smakowała tak bardzo.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: jolekp 2017-01-22 22:19 napisał(a):

Odpowiedź na: A czytałaś na przykład ta... | misiak297 Pokaż rodzica

Do Austen przymierzam się już od kilku lat i obiecałam sobie, że w tym roku już na pewno coś przeczytam :). W sumie Dumas też jest "stary", a jednak "Hrabia Monte Christo" to jedna z moich ulubionych książek (choć też podchodziłam sceptycznie na początku). Tak że pewnie warto przełamywać takie uprzedzenia, ale czasem jest ciężko :).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: magawa 2017-01-22 22:53 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja nie twierdzę, że to po... | jolekp Pokaż rodzica

A ja nie twierdziłam, że to pochwalasz. Odniosłam się jedynie do postawy polonistyki:)

W pewnym sensie rozumiem tę niechęć. Domyślam się, że trudno tak z dobrej woli "zanurzyć się" w daną epokę. Wymaga więcej poświęcenia, zaangażowania. A trudno czytać pozytywistów bez odniesień do ich programu, założeń. Poza tym jestem zwolenniczką teorii, że miłość do literatury polskiej idzie w parze z miłoscią do historii (oczywiście nie mam tu na myśli tej bardzo współczesnej literatury).Zawsze ułatwiało mi to życie na studiach (jestem po filologii polskiej). Aż tak, że pisałam pracę magisterską bardziej z pogranicza historii niż literatury. No ale... W każdym razie owe "zanurzanie" odbywało się w sposób stopniowy. Takie powolne zaprzyjaźnianie się z poetami, pisarzami danej epoki.
A w liceum szybko przeskakiwano z jednej epoki do drugiej, więc o delektowaniu się utworami mowy być nie mogło. Dobór lektur też niejednokrotnie zniechęcający, choć akurat "Nad Niemnem", bym broniła.

Sporo jest takich utworów uniwersalnych, które spokojnie można "wyrwać"z epoki, nie robiąc im, ani czytelnikom krzywdy. Może warto byłoby stworzyć taką listę mniej znanych, "zjadliwych" współcześnie książek z różnych epok.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Vemona 2017-01-22 17:50 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak to programowo nie zno... | Czajka Pokaż rodzica

Czyli gdyby nie pewne fragmenty, uznałabyś, że to dobra książka, więc jest dobra - z mankamentami. ;)
Dla mnie to jedna z nielicznych szkolnych "szóstek", zazwyczaj nie lubiłam lektur, ale "Nad Niemnem" podobało mi się absolutnie wyjątkowo, nie jestem w stanie zrozumieć, jak polonista może zniechęcać uczniów....

Linka Odpowiedz

Użytkownik: janmamut 2017-01-22 21:41 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak to programowo nie zno... | Czajka Pokaż rodzica

To świetna komedia. Od samego początku:

"U jednego z okien oskarżyciel publiczny, schylony nad obficie oświetlonym stołem,
wczytywał się pilnie w rozwartą księgę praw, przy drugim sekretarz sądu, przerzucał stosy
PAPIERÓW. Urzędnik przeznaczony do strzeżenia porządku, w ubraniu zdobném w złote
hafty, szybkim i cichym krokiem przebiegłszy salę, z piórem w ręku usiadł na STRONIE." (Wyróżnienia moje -- JM).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-23 13:48 napisał(a):

Odpowiedź na: To świetna komedia. Od sa... | janmamut Pokaż rodzica

No ale ta strona była na boku, nie w papierach. :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: janmamut 2017-01-23 19:32 napisał(a):

Odpowiedź na: No ale ta strona była na ... | Czajka Pokaż rodzica

Ja to rozumiem, tylko dlaczego śmiejemy się z nieudolności zdania "Krzyżacy w swoich podbojach opierali się na mordzie"? :-)
Podobnych kalectw językowych jest w "Dziurdziach" mnóstwo. Nie jest to oczywiście poziom mistrza Dryjera, ale gdy pomyślę sobie, że to Orzeszkowa mogła dostać nagrodę Nobla (a Prus wtedy jeszcze żył), groza mnie ogarnia.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-23 19:40 napisał(a):

Odpowiedź na: Ja to rozumiem, tylko dla... | janmamut Pokaż rodzica

Może po szwedzku jest bardziej gładka? :)
Naprawdę jest "na mordzie" w Krzyżakach? Muszę popatrzeć.
Ale skojarzył mi się fragment ze wspomnień Kraszewskiego: "Tapczanik nad oknem przybity." :)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: janmamut 2017-01-23 19:56 napisał(a):

Odpowiedź na: Może po szwedzku jest bar... | Czajka Pokaż rodzica

Nie, nie! Sienkiewicz by czegoś takiego nie popełnił. To klasyczny humor zeszytów, tu w trochę innej wersji: http://wienmar.republika.pl/Humor_zeszyt.htm.

A tapczanik śliczny.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2017-01-23 23:04 napisał(a):

Odpowiedź na: Nie, nie! Sienkiewicz by ... | janmamut Pokaż rodzica

Sienkiewicz pewnie nie, ale już Żeromski - jak najbardziej.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59 2017-01-23 21:28 napisał(a):

Odpowiedź na: Może po szwedzku jest bar... | Czajka Pokaż rodzica

A nie wynika ten lapsus z poplątania języka własnego z obowiązkowym? Niewiele już z rosyjskiego pamiętam, bo nie używałam go od tylu lat, nie licząc paru wierszy, ale utkwiło mi jakoś, że "diwan" to nie dywan, lecz tapczan, dywan to z kolei "kawior", ale gdyby ktoś chciał kupić kawior, to ma prosić o "ikrę". Może myślał o dywaniku, takim wąskim kilimku, jakie się na ścianach wieszało, a przez stały przymus posługiwania się językiem zaborcy mu się zrobiła taka kalka językowa?
Ale tak czy owak, śmieszny jest :-).

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-24 00:07 napisał(a):

Odpowiedź na: A nie wynika ten lapsus z... | dot59 Pokaż rodzica

Nic nie rozumiem:(. To znaczy z "tapczanikiem przybitym" pojęłam - dot wyjaśniła sprawę dokumentnie. Ale, ale mamucio - czajkowych skojrzeń ni w ząb nie łapię, w żaden ząb, nawet przeżuwacz. A jak się Sowo dołączyłaś do ekipy to już dałam za wygraną :) - zbyt skomplikowane dla mnie do rozebrania. Sienkiewicz, Żeromski, Prus i Orzeszkowa się pęta i co robi?

Spróbuję systemowo do tego podejść. "Dziurdziów" już mam, wezmę jutro do kolejki (ostatecznie, jak zauważyłam Wy też czytacie kilka książek na raz), to może i mi się ta sztuczka uda. Poszukam mamucich zdań na początek. Wezmę ze sobą podkreślacz, jeśli mam trzymać w pamięci to szybko dajcie znać, to podkreślać nie będę :). Słowo harcerki.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Czajka 2017-01-24 08:38 napisał(a):

Odpowiedź na: A nie wynika ten lapsus z... | dot59 Pokaż rodzica

Nie myślał o kilimku, bo potem książki na tym tapczaniku ustawił. :D
W przypisie jest o półce. Mnie to o tyle zastanowiło, ze Kmicic na pościelonym tapczanie już leżał (albo Wołodyjowski, co na jedno wychodzi). Brückner podaje dla tapczanu znaczenie "ława" lub "prycza". :)
Może wtedy się ławeczki wieszało.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59 2017-01-24 11:05 napisał(a):

Odpowiedź na: Nie myślał o kilimku, bo ... | Czajka Pokaż rodzica

Aha, to jeszcze bardziej komplikuje sprawę! Ale faktycznie, bywają takie ławeczki, które przy odrobinie dobrej woli można by potraktować jako półki, wieszając je do góry nogami - w podstawówce w sali gimnastycznej takie mieliśmy, to może i wiek wcześniej miewali w domach>

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-24 17:25 napisał(a):

Odpowiedź na: W Suchej Dolinie, białoru... | misiak297 Pokaż rodzica

Niezwykła, zaczęłam czytać.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-24 19:35 napisał(a):

Odpowiedź na: Niezwykła, zaczęłam czyta... | Anna125 Pokaż rodzica

Świetnie, w takim razie czekam na Twoje wrażenia:)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-29 22:55 napisał(a):

Odpowiedź na: Świetnie, w takim razie c... | misiak297 Pokaż rodzica

Piszesz i masz :)
Dziurdziowie i Niziny też.
Talent Orzeszkowej jest dla mnie niebywały w wielu aspektach. Kreślenia postaci. Opis ich zewnętrznych cech przekłada się na charakter, czy cechy osobowości jak powiedziałoby się współcześnie. Akcja rozwija się powoli i pozwala nadążać za relacjami pomiędzy postaciami i zobaczyć jak społeczność buduje mur oraz pogłówkować - jakie są tego powody. Psychologiczny majstersztyk. To ożywcze, nie gonić i nie szukać konkluzji, jak to się skończyło i jakie jest wyjaśnienie - na tym koniec i kropka. Trochę to było takie smakowanie. Czasem irytujące, ponieważ przynajmniej ja nie jestem do tego nawykła. Szukałam konkluzji, podpowiadałam bohaterom, chciałam wpłynąć na bieg zdarzeń. We współczesnej gonitwie taki sposób pisania zatrzymuje i albo odrzucisz książkę, albo się wciągniesz w opowieść. Przypisy cudne i pomocne.

To, nad czym się teraz zastanawiam to, dlaczego Orzeszkowa nie popełniła powieści dziewiętnastowiecznej, takiej typowej jak niemiecka, francuska, angielska. Dlaczego nie napisała powieści o mieszczaństwie, o inteligencji tego okresu. Kiedy pisze o Pietrusi, o rodzinie z Nizin opisuje ich z wyższością, z odcieniem litości. To mnie drażniło. Traktuje ich jak obiekty, a nie żywych ludzi. Dlatego dałam ocenę pięć. Może właśnie to jest ten pozytywistyczny dydaktyzm? - o którym wspominała mi moja polonistka przed laty.

Opisy miejscami magiczne, napięcie narasta, wiesz co będzie i oderwać się nie możesz.




Linka Odpowiedz

Użytkownik: misiak297 2017-01-30 09:25 napisał(a):

Odpowiedź na: Piszesz i masz :) Dziurd... | Anna125 Pokaż rodzica

Dziękuję, że podzieliłaś się wrażeniami.

"We współczesnej gonitwie taki sposób pisania zatrzymuje i albo odrzucisz książkę, albo się wciągniesz w opowieść. " - to bardzo ciekawe spostrzeżenie.

Nie, nie pozytywistyczny dydaktyzm Orzeszkowej opierał się bardziej na ścisłym podziale bohaterów na tych dobrych i tych złych. Wszystko czarno-białe. W "Dziurdziach" na szczęście tego nie widzę.

A "Niziny" pewnie niedługo poznam:)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Anna125 2017-01-30 11:14 napisał(a):

Odpowiedź na: Dziękuję, że podzieliłaś ... | misiak297 Pokaż rodzica

A to o to chodziło w pozytywizmie dydaktycznym - dzięki. Nie, nie ma tam dobrych i złych, raczej wszyscy są "gorsi", pytanie niż kto, ponieważ nie ma lepszych. Wrócę jeszcze na chwilę do książki, im dalej od jej skończenia tym silniejsze mam wrażenie, że postaci zostały przyszpilone jak motyle (stąd ta impresja, że traktuje je jak obiekty).

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku